Między teorią a praktyką
Śledząc pogańskie fora, fora, gdzie wypowiadają się poganie i innego rodzaju wypowiedzi pogańskiego autorstwa dostrzegam dwie dość charakterystyczne postawy. Obie wydają mi się niepokojące. Możliwe, że niektóre z nich występują szerzej w jednych nurtach, inne w drugich, ale nie to jest istotne. Pierwsza z nich przejawia się w wypowiedziach o tym, że pogaństwo nie ma dogmatów, ważniejsza jest praktyka, a nie to, w co się wierzy, każdy może zatem wyznawać to, co mu się podoba. Druga postawa przeciwnie, zakłada, że tak naprawdę obrzędy, modlitwy, rytuały, posążki nie są ważne, że ważniejszy jest rozum, to co się ma w sercu i głowie, praktykowanie religii przez rozumne życie. Mógłbym przytoczyć konkretne cytaty, ale nie chcę, aby ten wpis potraktowany był jako osobisty atak w kogokolwiek. Chodzi mi o sprawę bardziej ogólną.
Nie trzeba być historykiem, aby nasunęło się odpowiednie skojarzenie ze starożytnością. Czyż bowiem postawy te, nie są odbiciem i kontynuacją dwóch postaw starożytnych pogan? Z jednej stron mamy Ksenofanesa, Platona, Plotyna, Hypatię, z drugiej zwykły lud praktykujący ofiary, modlitwy i składający kwiaty przed posągami. Intelektualiści spoglądali na lud z wyniosłą pogardą, a lud na intelektualistów z wyrozumiałą pobłażliwością, czasem z podszytą resentymentem niechęcią.
Zastanawiam się, czy właśnie to rozdarcie nie było główną przyczyną upadku naszej religii w starożytności. W chrześcijaństwie sytuacja była zupełnie przeciwna, częściowo z powodów czysto społecznych: chrześcijański intelektualista był nikim poza Kościołem, dla niego przyjęcie za pewnik dogmatów chrześcijaństwa było kwestią: być albo nie być. Przyjmował je zatem za pewnik i dorabiał na wszelkie sposoby rozmaite racjonalizacje. Dzięki temu doktryna chrześcijańska od stadium zlepku absurdalnych bajek i sekciarskich przesądów dopracowała się jakiejś tam racjonalnej teologii, jak choćby w wydaniu Tomasza z Akwinu, którego ostatnio przypomniał Rutilius. Tymczasem, może poza Salustiosem, w pogaństwie niewielu filozofów zabrało się za systematyczną podbudowę i systematyzację religii. Co równie istotne, do czasów Juliana nie było politycznych narzędzi (czyli po prostu zainteresowania władzy) by taką syntezę upowszechnić. Dlatego ludowa religia w porównaniu z chrześcijaństwem powiedzmy trzeciego wieku mogła wydawać się dość uboga i nieracjonalna, choć oczywiście chrześcijaństwo w porównaniu z wysoką religią neoplatoników było jeszcze bardziej nędzne.
Jeśli teraz dostrzegam te same postawy, to rzecz jawi mi się jako w najwyższym stopniu niepokojąca. Sądzę, że zasłanianie się antyczną tolerancją i pluralizmem poglądów przez „praktyków” bywa w gruncie rzeczy ucieczką od myślenia, w politycznie-poprawnym pluralizmie pozwala się tym samym na współistnienie poglądów nie tylko sprzecznych ze sobą, ale też z rozumem. Gdy wykręcamy się pluralizmem dyskusja zamiera. Ja uznają teorię Darwina i Einsteina a on magiczne fluidy jako mechanizm powstawania rzeczy i każdy idzie swoją drogą. Oczywiście w praktyce jest to niemożliwe, i konkretne grupy zapewne wypracowują jakieś przeciętne ramy poglądów możliwych do przyjęcia. Slogan o pluralizmie i dowolności staje się zatem pustym hasłem.
Z drugiej strony postawa pogan- „intelektualistów”, którzy w ogóle gardzą kadzidełkami, ceremoniami, figurkami itp., jako koniecznymi „dla plebsu”, a nie dla nas, „wiedzących”, też jest moim zdaniem błędna. Przede wszystkim dlatego, że żadna religia nie opiera się wyłącznie na poglądach, nawet jeśli włączymy w to poglądy moralne. Ludzie muszą również jakoś korzystać z tego, że są religijni, dlatego religie włączają elementy magii do swych rytuałów. Odrzucenie rytuałów w ogóle jest rezygnację z mocy, którą religia dysponuje, i która zwykle była używana, by przekształcać ludzką świadomość. Rytuały pozwalają zapisać w umyśle pewne treści znacznie głębiej niż zwykła lektura ksiąg. Odrzucenie rytuałów jest w gruncie rzeczy przejawem tendencji dualistycznej (orientalnej proweniencji), która rozdziela umysł-jako-wzniosły i ciało-jako-nędzne. Czyny ciała są tym samym nieważne, liczy się umysł. Klasyczne pogaństwo tymczasem, tak jak ja je widzę, swą siłę czerpało właśnie z jedności ciała i ducha. Bogowie wyrażani byli w formach ciał, jako posągi. Ludzie czcili Bogów własnymi ciałami – w czasie rytuałów, ale też igrzysk sportowych, spektakli teatralnych. Ciało było dobre, jego potrzeby (jedzenie, szerzej- bogactwo, radość używania mięśni, seks) były dobre, bo cały świat był dobry. Mogło to wyrażać się w formie panteizmu, albo radykalnego politeizmu (albo jednego i drugiego – jak zauważył Rutilius omawiając Warrona).
Piszę o tym wszystkim, gdyż uważam, że właśnie sfera praktyki najbardziej potrzebuje dzisiaj filozoficznego przewodnictwa. Z jednej strony dlatego, że tutaj przetrwało mniej niż w sferze poglądów, z drugiej strony – gdyż to co przetrwało stanowić by mogło pożywkę raczej dla new age’owej sekty niż dla współczesnych, trzeźwo myślących ludzi. Sądzę, że konieczna jest tutaj kontrolowana racjonalnie twórczość religijna, eksperymenty i poszukiwania. Ale bez racjonalnej krytyki mogłyby one wszystkie skończyć w rowie, gdzieś za poboczem.


Bardzo podobają mi się twoje artykuły, sam nie tylko interesuję się wszelkimi aspektami związanymi ze starożytnością, lecz także wciąż na nowo “powracam” do tych czasów. Wciąż nie mogę przestać o nich myśleć (m.in. jestem w trakcie tworzenia Wielkiej Historii Antycznej Grecji i Hellenistycznego Wschodu 2000-30 r. p.n.e., podzielonej na trzy tomy po ok. 500 stron każda – kompendium polskiej i europejskiej wiedzy o tych czasach). Wciąż na nowo powracam do tych czasów (pośrednio wiąże się to również z jedną z moich wcześniejszych inkarnacji), tak jakbym nadal spłacał jakiś dług.
Jesteś niezwykle inteligentnym i “płodnym” autorem.
Dziękuję za miłe słowa!