Po co komu jeszcze Jezus?

Zawędrowałem wczoraj, w ramach rutynowego przeglądu ulubionych stron na forum Pracowni Pytań Granicznych. Zauważyłem tam świeżo dodany post z interesującym pytaniem. *) Post ten wyraża poniekąd również moją zasadniczą wątpliwość co do stanowiska autora Uniwersum wczesnych chrześcijan.

Autor postu o nicku Zygmunt Junior zauważa, że w twórczości prof. Polaka pojawia się stale „Odniesienie do Jezusa”;;;, np. w tekście Jezus grzeszników: „w tym, co zostanie tu powiedziane, chodzi o nas, mówimy tu o nas i pytamy o możliwe postaci naszego odniesienia do Jezusa z Nazaretu” albo „Odniesienie życia Jezusa do każdego innego ludzkiego życia albo jest w samym tym życiu — a wtedy nie potrzeba żadnej dodatkowej „budującej” spekulacji, by je odkrywać i opisywać, albo go nie ma, a wtedy spekulacja religijna staje się tylko próżną grą.”

Nawet, jeśli powyższe cytaty pochodzą, jak słusznie zwrócono mi uwagę, sprzed wielu lat, to słuchacze wykładów Profesora wiedzą, że podobne tony pobrzemiwają sporadycznie w ich trakcie. Np. w pytaniach o sposób dotarcia do przesłania Jezusa alternatywny w stosunku do instytucjonalnej interpretacji. Dotarcia jednak nie w celu konstatacji historycznej, ale…

Odnosząc się do „prowokacji Jezusa”;, czyli właśnie wspomnianego pierwotnego radykalizmu i stawiając pytanie o to, czy Jezus, który jej dokonywał, może jeszcze przemawiać z samego jej rdzenia — a nie za pośrednictwem tych, którzy prowokację tę wprawdzie przyjęli, ale też zinterpretowali religijnie tak, że w istotnym stopniu ją zneutralizowali.

(większy fragment przywołuje na forum). Innymi słowy, wydaje się, że Galilejczyk ciągle jest ważną figurą w myśli prof. Polaka. Autor wpisu (aby było jasne – absolutnie netykietowego, grzecznego, aby nie powiedzieć uniżonego, wyrażającego afirmację tego i owego) trzeźwo zapytuje: w sumie dlaczego? Dlaczego, w poszukiwaniu własnej wolności trzeba opierać się na odniesieniu do Jezusa? Skoro sam Polak dokonał miażdżącej dekonstrukcji wszelkich mrzonek o bos kości pana z Nazaretu – czy stałe odnoszenie się do niego nie jest aby próbą wchodzenia przez okno, na około, podczas gdy drzwi są otwarte?α

Podobne pytanie nasunęło mi się przed laty, przy okazji słynnego sporu o „Świętego Graala Świętą Krew” czy później słynny „Kod Leonarda” – skoro Jezus był tylko człowiekiem, to co mnie obchodzą jakieś roszczenia królewskie jego domniemanych potomków!

Powiedzmy sobie jasno – nie będziemy wolni, dopóki nie usytuujemy Jezusa na należny mu miejscu, a jest to miejsce jednego z rabinów i charyzmatycznych liderów sekt żydowskich początków naszej ery. Gdyby nie Paweł z Tarsu, nic byśmy o nim nie wiedzili, a nawet, gdyby ktoś przekazał nam jego nauki, wzruszywszy ramionami umieścilibyśmy je między setkami innych anegdot z życia chasydów. Mądre to i pouczasjące bywa, można fragmenty dzieciom do poduszki poczytać. I tyle.


*) Informuję, iż wbrew temu, co wcześniej pisałem w tym miejscu (tj: Niestety, żywot tego posta był nad wyraz krótki – dzisiaj, jak sie domyślam Administrator, do którego zresztą pytanie było zadane go usunął a google nie zdążyło zaindeksować tej strony. Szkoda. ) faktycznie post nie został usunięty. Źródło mojej pomyłki – za którą przepraszam wszystkich zaintresowanych – tłumaczę na forum PORTYK.

WykopFacebookTwitterGoogle BookmarksGoogle ReaderGronoShare

Leave a Response