Kiedy wczoraj z naszego domu wyszedł ksiądz czekałem na reakcje rodziców.
Jak zwykle mnie zaskoczyli
Mama przybiła mi “piątkę”, a tato już podczas mojej rozmowy z ich proboszczem uśmiechał się do mnie.
Bo wiecie jak to jest. Katolicy wiedzą o swojej religii mniej niż ci którzy katolikami nie są. Dlatego też tylko z księdzem można jakoś o czymś podyskutować, albo o coś się kłócić.
Zaczęło się od pytania o bierzmowanie, czy już byłem itd. Oczywiście, że nie byłem, więc ksiądz zaraz na to z pytaniem, kiedy to zamierzam je przyjąć. Odparłem, że chyba nigdy,więc chciał “podejść mnie” pod względem małżeństwa i pytał o to jak sobie wyobrażam życie z drugą osobą, która jest wierząca, czy uważam że ona wszystko zmieni dla mnie.
Wydaje mi się, że skoro ktoś kogoś kocha, to może tyle zrobić dla tej drugiej osoby. Zmienić podejście do tego, ale jeśli nie, to zostaje ślub cywilny. Moi rodzice są tylko po takim ślubie, bo nie mogli wziąć kościelnego i jakoś żyją. Znam ludzi którzy z miłości zmieniali wiarę, więc czemu ma mnie to nie dotyczyć?
Później stwierdził, że to wszystko dlatego, że nie szanuje rodziców.
Powiedziałem mu, że szuka najprostszych powodów żeby próbować zmienić moje podejście do tego.
Moi rodzice żyją ze sobą od 18 lat i jakoś nigdy nie mówili mi żeby się zastanawiali nad zmianą wiary, albo coś tego typu. Akceptują to, że jestem poganinem, a ja akceptuje to, że chodzą do kościoła i się modlą, mimo tego, że wiedzą, że wg. ich kościoła, nie mogą wejść do tzw. nieba.
Jasne, zdarza się, że ich ignoruje, ale to jest normalne. Przecież nikt nie ma wiecznie racji, co również ksiądz mi wypomniał, jednak chyba zapomniał, że ta reguła dotyczy także jego
Dlatego też kontynuował on swoje “nawracanie” w formie terapii szokowej.
Zapytał się skąd u mnie taka zmiana. Kiedyś byłem ministrantem, codziennie chodziłem do kościoła i w ogóle.
Skąd? Stąd, że straciłem wiarę w ich boga. Straciłem ją dawno temu. A to stracenie jej jeszcze bardziej pogłębiło czytanie dzieł Nietschego.
Dla mnie bóg był martwy.
Wiadomo, na pewno istniała, czy istnieje jakaś siłą wyższa, która to wszystko stworzyła, tylko jeśli był to ów bóg, to czemu ma teraz to wszystko w tak głębokim poważaniu?
Dużo bardziej jest prawdopodobne to, że wszystko pochodzi z Chaosu, a matka wszystkiego jest Gaja.
Przecież w to wierzyły największe umysły starożytności, więc czy nie mogli oni mieć choć trochę racji?
To wszystko powiedziałem księdzu, a on nie wiedział co powiedzieć. Za to ja zacząłem mówić o tym, że bóg miał postać widzialną, kiedy mieszkał jeszcze w Eden.
Dopiero teraz się ożywił. Zwykle to na tym łapie się znajomość biblii przez księży. Jest tam wyraźnie napisane, że dopiero po odejściu Adama i Ewy, bóg stał się niewidzialny. Jednak ten ksiądz zaczął się o to kłócić, jednak ostatecznie zostawiliśmy ten temat chociaż nie skończyliśmy o nim mówić, a ruszyliśmy temat objawień boskich.
W szkole na religii raczej uważam, więc zapamiętałem wykres, który rysowaliśmy na lekcji.
Według niego objawienia dzielą się na publiczne i prywatne. Z tym, że publiczne zakończyło się wraz z zesłanien ducha świętego na apostołów, a prywatne to kontynuuacja objawień, z tym, że mogą one być zatwierdzone, bądź niezatwierdzone przez kościół.
Kiedy powiedziałem to księdzu, to chciał mnie on wykpić.
Wiedział dobrze o tym, że mam wiedzę i musi uważać co mówi żeby nie wtopić.
Spróbował wmówić mi, że to całe objawienie publiczne dalej trwa, więc zacząłem się o to kłócić. Mówiliśmy o tym, że publiczne się już skończyło przez jakieś pół lekcji. Czyli masz ksiądz w szkole był niekompetentny i wprowadził nas wszystkich w błąd?
Proboszcz znowu się zmieszał, ale wymyślił coś jeszcze.
Zapytał się czemu chodzę na religię.
Odparłem (zgodnie z prawdą), że mama mi karze.
Ksiądz pochwalił za to mamę i zapytał czy nie uważam, że skoro mama chce żebym chodził na religię, to czy ona nie uważa, że mi się to do czegoś przyda.
Stwierdziłem, że a i owszem. Do wykpiwania w dalszym ciągu chrześcijaństwa.
Nie jestem jeszcze wypisany z kościoła, bo nie mam 18 lat, więc ksiądz zwrócił się tym razem do moich rodziców i powiedział im, że dopóki nie będę pełnoletni, to nie mam tu nic do gadania.
Kurcze, a ja zawsze myślałem, że żyjemy w państwie demokratycznym, chociaż nie działa ono tak jak powinno, to mimo wszystko zawsze wydawało mi się, że mogę myśleć co chce.
Znowu zwrócił się do mnie i zapytał, czy skoro mówiłem o tym, że teraz bóg jest niewidzialny, to właśnie dlatego w niego nie wierzę? Bo wówczas nie mogę wierzyć też w coś takiego jak miłość, bo jej też przecież nie widać.
Jednak odparłem, że to nie dlatego. Tym powodem jest to, że kościół tylko i wyłącznie stawia nam nakazy i zakazy, ma gdzieś to co dzieje się z ludźmi, dba tylko wyłącznie o swoje interesy, a na dodatek wierzy w coś co jest dla mnie idiotyczne.
W końcu jest to niby monoteizm, a jednak mimo wszystko są tam trzy osoby boskie, do tego Maryja, aniołowie, święci i cholera wie kto jeszcze.
Powiedziałem jeszcze, że potrafię wierzyć, że wierzę w to w co ludzie wierzyli przed wiekami, zanim na świecie pojawił się Jezus.
Chyba zrozumiał o co chodzi, bo zapadła niezręczna cisza, którą przerwała moja mama, tym samym kończąc naszą przydługą rozmowę.
Wszystko to trwało jakieś czterdzieści minut, więc ksiądz zebrał się, dał nam obrazki (dla poszukującego, czytaj mnie, dał obrazek z trzema królami, bo jak podkreślił byli poganami) i wraz z ministrantami ruszył do wyjścia.
Oczywiście po wyjściu księdza rozmawiałem jeszcze z rodzicami, którzy powiedzieli mi, że rzeczywiście mam sporą wiedzę i, że dla nich nie jestem wcale nikim złym, bo jak można oceniać ludzi po tym w co wierzą.
Właśnie za to uwielbiam swoich rodziców
Cała ta rozmowa z księdzem natchneła mnie do tego, by wydrukować sobie plakaty promujące poganizm ze strony pantheionu i porozwieszać je wszędzie. Zwłaszcza w okolicach kościołów. Pewnie pomoże mi moja przyjaciółka, którą już zdarzyłem wciągnąć w hellenizm
Więc życzcie nam powodzenia.
Niech Bogowie mają was w swojej opiece,
Pozdrawiam, Perseus

