Jak arabskie pieniądze wspierają naukę

Jak arabskie pieniądze wspierają naukę? Hojnie i selektywnie. Bynajmniej saudyjscy szejkowie nie inwestują w oświatę własnego narodu, gdzie 1/5 ludzi nie potrafi czytać (to według wikipedii, inni twierdzą że połowa). W sumie mądrze, bo i po co? Wzrost poziomu wykształcenia zwykle podkopuje dogmatyczną wiarę w religiach księgi. Arabowie finansują za to naukę Zachodu! I to najlepsze uniwersytety Stanów Zjednoczonych (zwanych przez Talibów Wielkim Szatanem) – Harvard i Georgetown. Ale już uspakajam czytelnika, bynajmniej saudyjskie riale, kirsze i halale nie płyną na badania podstawowe w dziedzinie fizyki, medycyny czy geografii. Mają cel dużo bardziej wzniosły: szerzyć naukę proroka, sponsorują bowiem różnego rodzaju ośrodki studiów islamskich!

Nie są to sumy drobne. W ciągu ostatnich 30 lat równowartość 100 miliardów dolarów. Analitycy szacują, iż jest to dwakroć tyle, ile Sowieci wydali w ciągu całej zimnej wojny. Płynęły zapewne nie tylko do USA, o czym warto pamiętać, słuchając różnego rodzaju islamistów…, tfu, islamologów. Słuchając ich warto mieć w pamięci tych wszystkich zachodnich pożytecznych idiotów, którzy przed 1989 rokiem wychwalali socjalizm, albo chociaż atakowali “burżuazyjne zepsucie”. Niech poczyta sobie nieco o wojnie informacyjnej, i niech się nie dziwi, że Centrum Chrześcijańsko-Muzułmańskiego Porozumienia przy uniwersytecie Georgetown  uchodzi dziś za “najbardziej aktywny ośrodek antyizraelskiej i antyamerykańskiej propagandy w Waszyngtonie”.

Najzabawniejsze, że autor notatki, na której się opieram nazywa hipokryzją fakt, iż “Saudyjczycy, którzy tak ofiarnie krzewią islamską kulturę zagranicą, z identyczną konsekwencją tępią wszelkie przejawy chrześcijaństwa na własnym terytorium.” *) To nie hipokryzja, to konsekwencja!

 

Share

Leave a Response