Jakie kwiatki zostały zapylone arabską wiosną?

 

Egipt w rękach ekstremistów

RADIO WATYKAŃSKIE |

Prawosławny Kościół koptyjski wycofał swych przedstawicieli ze zgromadzenia konstytucyjnego, przygotowującego nową ustawę zasadniczą dla Egiptu.

Konstytuanta została bowiem zdominowana przez skrajnych islamistów, koalicję Braci Muzułmanów i salafitów, którzy postanowili pisać konstytucję samodzielnie, nadając jej radykalnie islamski charakter.

Po wygranych wyborach Bracia Muzułmanie odkrywają swe prawdziwe oblicze. Udawali, że są umiarkowani, aby zdobyć jak największe poparcie. Obiecali też, że nie sięgną po urząd prezydenta, aby nie zmonopolizować całego państwa, a teraz się z tego wycofują. Zostaliśmy okłamani – oświadczył ks. Greiche.

http://religie.wiara.pl/doc/1123427.Egipt-w-rekach-ekstremistow

W zasadzie, to nie wiem jak skomentować… no bo szkoda słów.

Share

Fiasko strategii “na świętego Franciszka”

Ideę dialogu między islamem i chrześcijaństwem łatwo jest głosić z papieskeigo czy biskupiego stolca usytułowanego w którejś z europejskich metropolii. Sprawa nie wygląda już tak różowo z perpektywy Abudży. Gdy perspektywa ustanowienia społeczeństwa islamskiego opartego na prawie Koranu staje się realna, gdy na przeszkodzie sto tylko istnienie pewnej liczby innowierców, po cóż islamistom dialog? Dialog potrzebny jest wszak do zdobywania przyczułków, uzyskania praw przez emigrantów należnych dotąd obywatelom, dialog służy jako parasol dla zbudowania bazy pod działalność propagującą islam w społeczeństwie laickim czy w większości chrześcijańskim. W Nigerii tymczasem, gdzie liczba wyznawców proroka zbliża się powoli do połowy, a na północy kraju stanowią większość, zaczynają juz niecierpliwie przebierać nogami. W rezultacie w okolicach świąt bożonarodzeniowych zginęło w zamachach już ponad 40 chrześcijan. Podpalane są chrześcijańskie sklepy i domy liderów społeczności chrześcijańskich. Nie dziwi zatem, pełna goryczy postawa młodych chrześcijan, którzy stracili w nich rodziny.Najwyraźniej, co przyznaje ich pasterz, abp Onayeka, praktykowane dotąd strategia św. Franciszka, który bez broni udawał się nawracać muzulmanów już młodych nie przekonuje. Św. Franciszek nie miał wszak żony i dzieci.

Młodzi chrześcijanie kpią z naszej postawy. Pokazują nam ofiary islamskich fanatyków i mówią: zobaczcie, do czego doprowadził wasz dialog. [...] Pokojowe współistnienie chrześcijan i muzułmanów w Nigerii jest zagrożone[...] bardzo trudno jest odeprzeć argumenty rozgoryczonych chrześcijan. Przeciwko nim występują bowiem religijni fanatycy, którzy wierzą iż pójdą do raju za to, że wysadzą się w powietrze przed katolickim kościołem. [...] Niektórzy we wspólnocie chrześcijańskiej przyjmują to wszystko z poczuciem bezradności. Inni nie rozumieją po prostu, co się dzieje. Ale są też młodzi, którzy są bardzo rozgniewani i grożą, że udadzą się w rejony kontrolowane przez islamistów i sami wyrównają rachunki. Staraliśmy się ich uspokoić. Ale z całą stanowczością oświadczyliśmy rządowi, że jeśli chce uśmierzyć gniew młodych, którzy stracili swych krewnych i przyjaciół, to musi ich przekonać, że sam jest w stanie sprostać tej sytuacji i zlikwidować terrorystów. Zresztą na miejscu zamachu był minister spraw wewnętrznych. I młodzi mu powiedzieli: «Potraficie nas obronić? Jeśli nie, powiedzcie nam to otwarcie, a my obronimy się sami». Ja jako biskup muszę przyznać im rację. Nie mogę ich za to ganić. Albo rząd nas obroni, albo każdy będzie sam bronił własnej rodziny i własnego mienia” kosciol.wiara.pl.

Co zostanie z ewangelicznej etyki niestosowania przemocy, nieprzeciwstawiania się jej przemocą, gdy władza jednak okaże się bezradna?

Share

Zaczyna się? Mniejmy nadzieję, że nie…

Stało się, mamy pierwsze w Polsce honorowe zabójstwo. Mąż – Pakistańczyk dogonił chroniącą się przed nim w Polsce żonę – Agnieszkę (31l)

Więcej na temat:

Pierwsze w Polsce honorowe zabóstwo

http://www.euroislam.pl/index.php/2011/12/pierwsze-w-polsce-honorowe-zabojstwo/

http://www.euroislam.pl/index.php/2011/12/pomoz-ofiarom-honorowego-zabojstwa/

materiał TVN

 

 

Share

A nie mówiłem

Jeszcze w październiku czytałem:

Hiszpańska gazeta “El Mundo” pisze w środę, że “arabskiej wiośnie w Libii i Tunezji zagraża islamizm”;. Reuters wyraża natomiast opinię, że islamiści będą tam odgrywali większą rolę, ale trudno jeszcze powiedzieć, jaką [...] W Tunezji islamiści, którzy dobrze sobie poradzili w wyborach, deklarują wprawdzie umiarkowanie, ale i tam widać niepokojące oznaki: pierwsze gratulacje nadeszły z Iranu, cieszącego się z “islamistycznego przebudzenia” – konkluduje dziennik.

Już wówczas niektórzy ostrzegali, że więcej demokracji może oznaczać więcej islamu. A dzisiaj czytam

Partia Wolności i Sprawiedliwości wygrywa pierwszą rundę wyborów parlamentarnych w Egipcie

Od dawna wymieniana w gronie faworytów polityczna przybudówka Bractwa Muzułmańskiego — organizacji nielegalnej za czasów obalonego prezydenta Hosniego Mubaraka — zdobyła co najmniej 40 procent głosów. Drugie miejsce zajmie albo radykalna partia Nur, albo świeccy liberałowie. Po podliczeniu części głosów wyglądało na to, że oba te ugrupowania mają około 20-proc. poparcie.(rp)

Cóż, coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje, że czasy robią się coraz “ciekawsze”.

 

Share

Dlaczego nie cieszy mnie śmierć bin Ladena

Nie cieszy mnie śmierć tego terrorysty. Wcale nie dlatego, bym uważał, iż każde ludzkie życie ma nieskończoną wartość i nie należy się cieszyć z żadnej śmierci. Tego rodzaju chrześcijańskie dyrdymały zostawiam Adamowi Michnikowi i kardynałowi Dziwiszowi. Nie cieszy mnie ta śmierć z kilku powodów:

1) ma miejsce zdecydowanie za późno. Przez ostatnie lata zdążył rozwinąć się mit bin Ladena (czy ktoś z państwa o nim słyszał przed WTC?) a mitowi temu nie przeszkodzi jego śmierć. Przeciwnie. Oprócz tego, że zginął męczeńską śmiercią będą o nim opowiadać, że przez tyle lat wodził za nos najpotężniejsze mocarstwo na świecie. Gdyby usunięto go w ciągu miesiąca od ataków na WTC, to co innego. Byłaby to demonstracja siły USA, karzącej ręki nieuchronnej sprawiedliwości.

2) jako męczennik staje się bin Laden niebezpieczniejszy niż za życia. A to dlatego, że dużo trudniej unieszkodliwić mit, niż żywego człowieka. Moim zdaniem, należało go za wszelką cenę pojmać żywcem, nawet za cenę kolejnych lat jego ukrywania się. Wtedy można by go było osądzić i zamknąć na bardzo długie lata w więzieniu, aż świat terrorystów by o nim zapomniał. Można aby go dodatkowo skompromitować, może nie aż tak drastycznie, jak próbowano zrobić z Saddamem, ale jakiś pomysł by się znalazł. Rzymianie zwykli prowadzić pokonanego wodza w czasie gdy zwycięski odbywał swój tryumf. Należało go zabić wtedy, gdy nikt z muzułmanów by po nim nie płakał. 

3) jako, że atak na bin Ladena nastąpił wkrótce po potężnej ofensywie talibów, podejrzewam, że przeprowadzono go po to, by ukryć zasadniczą porażkę operacji afgańskiej, nieskuteczność na poziomie militarnym i cywilnym wszelkich prób cywilizowania tego kraju. 

4) Podejrzewam, że śmierć bin Ladena może posłużyć teraz administracji Obamy jako pretekst do wyjścia z Afganistanu (“spełniliśmy swoją obietnicę, WTC zostało pomszczone, nie mamy już czego tam szukać i narażać naszych chłopców”). To by oznaczało, że obozy szkolące terrorystów na powrót zostaną otwarte a wojna z islamem przeniesiona zostanie na teren państw Zachodu.

5) Nie wiemy, a pewno nawet CIA nie wie, kto teraz obejmie przywództwo Al Kaidy. Istnieje możliwość, że będzie to ktoś, kogo życiową ambicją będzie dokazać więcej niż jego poprzednik. Na pewno będzie to ktoś młodszy, a zatem bardziej energiczny. Starzejący się ibn Laden mógłby być mniej niebezpieczny.

Share

Arabskie pieniądze i nauka -c.d.

Ostatnio wspomniałem o uniwersytetach amerykańskich, okazuje się jednak, że również czołówka uczelni brytyjskich podlega tym samym mechanizmom. London School of Economics brała jak wiadomo pieniądze od Kadafiego, ale również Oxford, Cambridge, Durham, University College London, LSE, Exeter, Dundee i City sponsorowane były przez muzułmańskich władców na kwotę ponad 233 milionów funtów. Gdyby ktoś sądził, że był to bezinteresowny gest hojności…. byłby dziecinnie naiwny.

Czytamy:

W LSE Ośrodek Bliskowschodnich Badań otrzymał 9 milionów funtów ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W tym samym tygodniu, jak się okazało, większość władz ośrodka naciskała na bojkot Izraela. (…) Zarządy instytutów badań islamskich w Cambridge i Edynburgu składały się z osób mianowanych bezpośrednio przez księcia Alwaleeda. Inne uniwersytety zmieniały obszary badań stosownie do żądań sponsorów.

Nie chodzi jednak jedynie o akademickie badania – pieniądze wpływały bezpośrednio na formację studentów. Okazuje się, że przez ostatnich pięć lat 70 procent wykładów w Ośrodku Bliskowschodnim w St. Antony’s College w Oxfordzie było „nieprzejednanie wrogich” wobec Zachodu i Izraela.

Za: euroislam

Share

Jak arabskie pieniądze wspierają naukę

Jak arabskie pieniądze wspierają naukę? Hojnie i selektywnie. Bynajmniej saudyjscy szejkowie nie inwestują w oświatę własnego narodu, gdzie 1/5 ludzi nie potrafi czytać (to według wikipedii, inni twierdzą że połowa). W sumie mądrze, bo i po co? Wzrost poziomu wykształcenia zwykle podkopuje dogmatyczną wiarę w religiach księgi. Arabowie finansują za to naukę Zachodu! I to najlepsze uniwersytety Stanów Zjednoczonych (zwanych przez Talibów Wielkim Szatanem) – Harvard i Georgetown. Ale już uspakajam czytelnika, bynajmniej saudyjskie riale, kirsze i halale nie płyną na badania podstawowe w dziedzinie fizyki, medycyny czy geografii. Mają cel dużo bardziej wzniosły: szerzyć naukę proroka, sponsorują bowiem różnego rodzaju ośrodki studiów islamskich!

Nie są to sumy drobne. W ciągu ostatnich 30 lat równowartość 100 miliardów dolarów. Analitycy szacują, iż jest to dwakroć tyle, ile Sowieci wydali w ciągu całej zimnej wojny. Płynęły zapewne nie tylko do USA, o czym warto pamiętać, słuchając różnego rodzaju islamistów…, tfu, islamologów. Słuchając ich warto mieć w pamięci tych wszystkich zachodnich pożytecznych idiotów, którzy przed 1989 rokiem wychwalali socjalizm, albo chociaż atakowali “burżuazyjne zepsucie”. Niech poczyta sobie nieco o wojnie informacyjnej, i niech się nie dziwi, że Centrum Chrześcijańsko-Muzułmańskiego Porozumienia przy uniwersytecie Georgetown  uchodzi dziś za “najbardziej aktywny ośrodek antyizraelskiej i antyamerykańskiej propagandy w Waszyngtonie”.

Najzabawniejsze, że autor notatki, na której się opieram nazywa hipokryzją fakt, iż “Saudyjczycy, którzy tak ofiarnie krzewią islamską kulturę zagranicą, z identyczną konsekwencją tępią wszelkie przejawy chrześcijaństwa na własnym terytorium.” *) To nie hipokryzja, to konsekwencja!

 

Share

Przeczołgać Jego Świątobliwość

 

Do Rzymu przybył  wysłannik kairskiego uniwersytetu Al-Azhar – najwyższyego autorytetu religijnego sunnickich muzułmanów. Po co przybył – oficjalnie trudno powiedzieć. Niby miało się odbyć spotkanie z przedstawicielami Watykanu, ale immamowie “strzelili focha” i powiedzieli, że żadnego dialogu nie zamierzają kontynuować dopóki papież nie przeprosi. Za cóż takiego miałby przeprosić? Za wystąpienie w obronie chrześcijan w Egipcie, po tym, jak 1 stycznia 22 z nich zginęło w zamachu na kościół w Aleksandrii. Przypomnijmy, że papież jak zwykle powtórzył swoją mantrę “apel o pokój”, ale miał czelność apel ten rozwinąć i nazwać rzecz po imieniu:

Ten nikczemny gest niosący śmierć, podobnie jak podkładanie bomb w pobliżu chrześcijańskich domów w Iraku, by zmusić ich do emigracji, obraża Boga i całą ludzkość, która właśnie wczoraj modliła się o pokój, stając z nadzieją u progu nowego roku. Wobec takiej strategii przemocy, która wzięła za cel chrześcijan, a która też odbija się na całym społeczeństwie, modlę się za ofiary i za ich rodziny, i zachęcam wspólnoty kościelne do wytrwałości w wierze i do świadectwa rezygnacji z przemocy, które płynie z Ewangelii *).

Immamowie uznali, iż nazwanie mordowania psów-niewiernych nikczemnością jest ingerencją w wewnętrzne sprawy nieuprawnioną ingerencją i odmówili dalszego (trwającego już od wielu lat) dialogu. Gdyby jednak papieżowi przyszła do głowy kretyńska myśl, by za te słowa przeprosić, uzupełnili swoją wypowiedź, by nie było wątpliwości, iż zbyt łatwo nie dadzą się udobruchać. Papież  – przy okazji – powinien przeprosić jeszcze za:

  • za swój wykład w Ratyzbonie
  • za twierdzenie, że Arabowie wykładu tego nie zrozumieli
  • za krucjaty
  • no i powinien jeszcze potępić izraelską  okupację Palestyny. *)

Czy dialog byłby podjęty, gdyby papież na kolanach ukorzył się za te wszystkie zbrodnie wobec nowszej religii abrahamowej? Śmiem wątpić. No bo po co przywódcom sunnitów dialog z jakimś tam Watykanem, skoro wkrótce mogą uzyskać kontrolę nad Egiptem, a może i innymi rejonami Afryki Północnej, gdzie radykałowie islamscy są często jedyną zorganizowaną siłą opozycyjną w stosunku do “tyranów”?
 

Share

Przebudzenie?

Po kanclerz Merkel, której krytyczną wypowiedź wobec multikulti można uznać za pierwszą jaskółkę w podobny tonie wypowiedziało się ostatnio dwóch przywódców największych Europejskich krajów: brytyjski premier Cameron i prezydent Francji Sarkozy.

David Cameron przyznał, że prowadzona od 30 lat polityka wielokulturowości, w myśl której ludzie o różnym zapleczu religijnym, kulturowym czy etnicznym żyją obok siebie zgodnie i w pokoju, nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Zwłaszcza w przypadku liczącej 2,4 mln ludzi społeczności brytyjskich muzułmanów (…).

W opinii wielu Brytyjczyków ubocznym efektem polityki wielokulturowości są etniczne getta. To w nich w poczuciu wyalienowania dorastają młodzi ludzie, którzy pod wpływem ekstremistycznych organizacji zamieniają się nierzadko w zamachowców.

Musimy ograniczyć pasywną tolerancję ostatnich lat – mówił Cameron w Monachium, gdzie przyjechał na coroczną konferencję na temat światowego bezpieczeństwa. – Oceńmy dobrze te [muzułmańskie] organizacje. Czy wierzą w uniwersalne prawa człowieka, w tym kobiet, i prawa ludzi wyznających inną religię? Czy wierzą, że wszyscy są równi wobec prawa? Czy wierzą w demokrację i prawo obywateli do wyboru własnego rządu? Czy zachęcają do integracji czy ekstremizmu?

Szef brytyjskiego rządu opowiedział się za bardziej zdecydowaną promocją zachodnich wartości takich jak wolność wypowiedzi, religii, demokrację, równe prawa bez względu na płeć, rasę czy orientację seksualną. *)

Tydzień później, w podobnym tonie wypowiedział się Sarkozy

Na pytanie: “Czy multikulturalizm okazał się we Francji porażką?” Sarkozy odparł: “Tak, to oczywiste”. (…) “Trzeba akceptować każdego w jego odmienności, ale nie jest projektem Francji, by każda wspólnota żyła w odosobnieniu” – podkreślił Sarkozy. Następnie odniósł się bezpośrednio do obecności we Francji najliczniejszej w Europie społeczności muzułmanów. Podkreślił, że Francja nie życzy sobie “zasłon całkowicie zasłaniających ciało (jak burka czy nikab – PAP)” ani też “ostentacyjnych modlitw” muzułmanów w miejscach publicznych. Nawiązał w ten sposób do modlitw wyznawców islamu na ulicach Paryża czy Marsylii, które Marine Le Pen, szefowa nacjonalistycznego Frontu Narodowego, określiła niedawno jako “okupację”. Sarkozy dodał, że jest “całkowicie normalne”, że we Francji są budowane “miejsca kultu – meczety”. “Pragniemy islamu francuskiego, a nie islamu we Francji” – zaznaczył prezydent.*)

Powiało optymizmem. Czy jest to optymizm uzasadniony, przekonamy się obserwując jednak konkretne działania. Tymczasem, okazuje się, że nawołujący do jedności narodowej rząd Camerona planuje wycofanie lekcji wychowania obywatelskiego ze szkół *). Z całą pewnością absurdem jest obdarowywanie w ciemno państwowymi pieniędzmi organizacji “promujących kulturę islamską” bez weryfikacji o które elementy tej kultury chodzi. Zresztą w ogóle wspieranie organizacji religijnych przez państwo budzi mój sprzeciw. Jedyne, co państwo ma do zrobienia w stosunku do organizacji religijnych, to pilnowanie, czy nie łamią prawa – a to dotyczy wszystkich organizacji. Czy mamy do czynienia z faktycznym przebudzeniem? Niewykluczone, choć sama świadomość problemu nie jest jeszcze jego rozwiązaniem. Zwłaszcza, że do pewnego stopnia Europejczycy sami są sobie winni. Widać to choćby w wypowiedzi Camrona – z jednej strony wolność religijna, a z drugiej konieczność dostrzeżenia, że bynajmniej nie wszystkie religie są w tej samej relacji do państwa. Sarkozy marzy o francuskim islamie. Obaj zdają się sugerować, że islam jako taki (jako religia) nie jest zły, zły jest ekstremizm (to również rozróżnienie Camerona). Czy jednak nie popełniają tu błędu erupocentryzmu? Postrzegają islam przez pryzmat własnej religii, letniego, zsekularyzowanego chrześcijaństwa? Niewykluczone, że istnieją bardziej przyjazne formy islamu. Ja jednak podejrzliwie zadałbym pytanie: ile w tym islamie jest procent islamu? Swego czasu Brytyjczycy pokładali spore nadzieje w ruchu Ahmadija. Problem w tym, że ten pacyfistyczny i otwarty odłam został uznany za heretycki przez wszystkie inne odłamy.

Share

Wiosna ludów?

W telewizji widziałem komentatora (zapewne eksperta od  Bliskiego Wschodu) z radością obwieszczającego nową Wiosnę Ludów na Bliskim Wschodzie. Wkrótce zapewne zmiecie ona autorytarny reżim Hosniego Mubaraka, podobnie jak stało się w Tunezji, ku uciesze “Działacze na rzecz praw obywatelskich z krajów arabskich” *) Tunezję czekają demokratyczne wybory. Ciekawe, kto w nich zwycięży?  W Egipcie, choć do obalenia “tyrana” jeszcze daleko, sytuacja jest jaśniejsza. Jak powiada były ambasador RP w Kairze Jan Natkański “Wiele też zależy od Bractwa Muzułmańskiego, czyli organizacji, która jako jedyna jest zdolna w krótkim czasie stworzyć zorganizowaną opozycję” *). Oczywiście, nie jest powiedziane, że ta opozycja od razu przejmie władzę. Może będzie musiała na to nieco poczekać, jak Hezbollah w Libanie, który obecnie już w zasadzie decyduje o premierze i składzie rządu. Tak jak czekał na swą szansę Hitler. Ale przecież demokracja to najlepszy możliwy ustrój, czyż nie?

Share