Tajemnica dobrej spowiedzi

 

Kiedyś, przed laty, zostałem wraz z całym rocznikiem poddany procesowi przygotowywania do tzw. Pierwszej Komunii. istotnym elementem tego procesu była nauka spowiedzi. Pamiętam, że nie wolno było powiedzieć po prostu: “byłem niegrzeczny”, ale należało wymienić konkretne uczynki, którymi się Bozie obraziło. Również w późniejszych latach spowiednicy umacniali we mnie przekonanie, że spowiedź ma sens, gdy się nazwie rzecz po imieniu, i jeszcze określi “ile razy”. Przecież inaczej wystarczyłoby, po protestancku, na mszy wspólnie wyznać (co zresztą się robi), “Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem” itd. No, ale to przecież nie jest prawdziwa spowiedź, trudno tu mówić o prawdziwym wyznaniu grzechów, raczej przypomnienie wdrukowanej przez Kościół prawdy o plugawej naturze ludzkiej. Przejrzałem nawet kilka internetowych poradników dobrej spowiedzi i utwierdziłem się, że katecheci dobrze mnie uczyli.

Tymczasem…

Fanfary zagrały, ludzie z miejsc wstali, bo oto biskupi Kościoła bijąc się w piersi wyznają swoje grzechy! Cóż za wspaniały przykład pokory i samokrytycyzmu! Tak to przynajmniej odtrąbiła prasa. Na przykład rzeczpospolita pod tytułem “Biskupi biją się w piersi i proszą o przebaczenie”. Zajrzałem do owego listu i faktycznie, można tam znaleźć akapit, który zaraz przytoczę. Poprzedzony jest on wezwaniem wiernych do postawienia Boga w centrum swego życia, wyzbycia się egoizmu, otwarcia na potrzeby innych, uporządkowania życia rodzinnego, pomocy młodym, by do małżeństw się dobrze przygotowali, by wszyscy trwali w wierności itd. Potem BUM BUM – biskupi biją się w piersi:

Jako pasterze Kościoła nie chcemy poprzestać na retorycznych pytaniach i apelach kierowanych do innych. Wiemy, że niepokojący podział naszego społeczeństwa domaga się od wszystkich, również od nas, postawy głębokiego nawrócenia. Wiemy, że wzywając innych do przemiany serc, sami musimy dać przykład. Naśladując zatem Jana Pawła II, który niejednokrotnie miał odwagę prosić o przebaczenie za grzechy popełnione przez dzieci Kościoła, chciejmy i my wyznać, że niejednokrotnie zbyt mało jednoznacznie piętnowaliśmy zło, że nie szukaliśmy dróg porozumienia i jedności.

Przypomina mi się dowcip: władca będący straszliwym i krwiożerczym tyranem wezwał swojego doradcę i kazał mu: Muszę wreszcie poznać prawdę o sobie. Wygarnij mi wszystko w twarz – oczywiście, nic ci za to nie grozi – wszystkie moje błędy i wady. Kto nie pozna swoich słabości nie może się rozwijać. Nie mniej litości, mów szczerze i bez owijania w bawełnę. Na to doradca: Powiem szczerze, ale nie gniewaj się panie: stanowczo, jesteś zbyt dobry, zbyt wyrozumiały, zbyt litościwy… 

Chyba że, biskupi przez zbyt mało jednoznacznie piętnowaliśmy zło, rozumieją zaprzeczaliśmy w żywe oczy, kryliśmy swoich ludzi własnym autorytetem, piętnowaliśmy zwyrodnialców prznosząc ich do innych parafii… Ale ja tam ich już nie wiem…

Share

Realność Bogów

JuszczakNie potrafię przedstawić czytelnikowi treści tej niezwykłej książki, pozwolę sobie wiec jedynie na kilka impresji. Od razu przyznam się, że nie wszystko w niej rozumiem. W istocie to jedna z najtrudniejszych książek jakie czytałem. Jest to jednak książka, do której – wiem to już dziś – będę na pewno wracał. I to nie tylko licząc, iż tym razem pojmę coś, co, za poprzednią lekturą, zakrywała moja własna ignorancja. Jest to książka niezwykle “gęsta” od myśli i pytań o fundamentalnym znaczeniu dla każdego poganina. Choć punktem wyjścia jest archaiczna religia Greków, a przewodnikiem autora Walter Friedrich Otto, wybitny znawca tej problematyki, to autor nie zgłębia po prostu religii greckiej (w istocie niewiele można na ten temat się konkretnego dowiedzieć). Zgłębia kwestie zasadnicze dla każdej religii pogańskiej – w jakim sensie Bogowie są realni? Czym jest ich teofania, jak ludzie mogą ich poznać? Odpowiedź dawana przez Otto i jej uzasadnienie niewątpliwie zaskakuje gdy wychodzi spod pióra najwyższej klasy uczonego. Nie jest to odpowiedź prosta i jasno wysłowiona, a autor książki prowadzi nas do niej po (koniecznych dodam od razu) meandrach filozofii, co dla nienawykłych do tego typu lektur może być uciążliwe. Podróż ta rzuca jednak na tą tajemnicę coraz to nowe snopy światła, które nie dają może pełnej jasności (przynajmniej dla mnie po pierwszej lekturze) ale pozwalają choć niejasno uchwycić i odczuć coś, z kwestii najważniejszych.

Przyznam się, że książka ta zachwiała całym moim dotychczasowym, osobistym podejściem do Bogów. Nazbyt może uwierzyłem Ewie Wipszyckiej, gdy pisała, iż emocjonalność obca była Grekom i ich podejściu do religii. Nazbyt może byłem w swej rekonstrukcji pozytywistą? Juszczak za Ottem przypuszcza druzgocący atak na pozytywistyczne, ściśle naukowe religioznawstwo. Z atakami takimi byłem oczywiście oswojony, jednak dotąd były one dla mnie domeną szalonych proroków New Age, wypływały raczej z resentymentu, z żalu, że ta “głupia nauka” nie docenia ich wizji przy braku jakiegokolwiek naukowego uzasadnienia, dalczegóż miałaby je docenić. W tym wypadku “atak” został przeprowadzony niejako “od wewnątrz” a amunicja w nim użyta jest niewątpliwie najwyższej próby. Sojusznikami Otta w docieraniu do realności Bogów są bowiem tacy klasyczni już filozofowie jak Heidegger czy Schelling, a w pewnych miejscach Juszczak powołuje się nawet na Wiliama Jamesa, którego psychologia doświadczenia religijnego była dla mnie dotąd wręcz synonimem pozytywizmu. Zresztą erudycja autora wręcz przygniata. 

W przypadku Otta, i w pewnym stopniu również Juszczaka, nasuwało mi się ciągle pytanie: czy to aby jeszcze religioznawstwo? Czy też to po prostu najwyższej próby pogańska teologia? W przypadku Otta bardziej prawdziwa wydaje się druga odpowiedź, autor nie wątpliwie nie podchodził do “przedmiotu swych badań” z dystansem. Świadectwa (niby anegdotyczne) potwierdzają, że uczony ten wierzył w Dzeusa i modlił się do niego.

A teraz przechodzę już do moich impresji i wypisów z książki:

* * *

Książkę otwiera “Dziennik apokryficzny” – luźne notatki z Eleuzis. Pytanie, które autor mocno stawia (s.16-17): czy tajemnica, jaką misteria spowite są i zawsze były, mimo wręcz masowego w niech udziału przez niemal dwa tysiąclecia, nie wynika z tego, iż wszyscy uczestnicy przeżywali tam doświadczenie, który my nazwalibyśmy mistycznym? Czy zatem sam przebieg rytuału ma znaczenie? Czy nie istotniejszy jest charakter tego przeżycia? Po takich pytaniach na wstępie czytelnik może spodziewać się już wszystkiego.

Dla Otta bogowie Grecji istnieją, są rzeczywistością, i są, dodajmy, rzeczywistością bliską i żywą, wciąż istnieją w tym, a nie w jakimś innym świecie (53)

* * *

Religioznawstwo katolickie zwane w ichnim kręgu religiologią, zwykło dzielić religie na “naturalne” i “objawione”. Niniejsza książką pokazuje jaki to absurd. Dla Otta bowiem bez pierwotnego objawienia Bogów nie byłoby greckiej religii

Najpierw musi pojawić się bóstwo, “boski kształt” realnie objawiony, z którego i dla którego ogarnięcia formuje się mit, ustanawiany jest kult, przy czym owo formowanie i ustanawianie nie zależy od człowieka, bo są to “prafenomeny”, przerastające wszystko, co człowiek jest w stanie pomyśleć i odczuć jako własny zamiar i własną możliwość (66).

I dalej:

U podstaw realnego, “realnego” w najmocniejszym znaczeniu świata trwały przedustawnie “fenomeny pierwotne”: Natura i Duch, wzajemnie połączone i przenikające się, oraz z owego splecenia rodzący się widzialny kształt bóstwa. Kształt zniewalający swą jasnością i oczywistością tego, że jest, że obecność swoją czyni czymś porażająco danym, niepodważalny, a przez to obiektywnym właśnie (67).

* * *

O religii greckiej:

Mamy tu do czynienia z religią nieodpartej, uporczywej, niemal natrętnej teofanii. Teofanii w jakimś sensie i stopniu “unieruchomionej”:, trwałej. Bogowie są nieustannie naocznie obecni w archaicznym greckim religijnym doświadczeniu, należą do (w ontologicznym pojęciu) “rzeczy” fizycznego świata, który przez to samo nigdy nie jest “fizyczny” tak, jak my byśmy to rozumieli. Niekiedy zmysłowa obecność bóstwa bywa też momentalna, dana w jednym “rozbłysku”, objawiająca się w mgnieniu (72).

 Trzeba przyznać, że to niezwykłe podejście. Ale z drugiej strony w pełni zrozumiałe, jeśli się pamięta o działach na Homera, zwłaszcza Iliadzie, w której Bogowie i Boginie stają u boku bohaterów i tylko “wydają się” być takim czy innym śmiertelnikiem. W najrozmaitszych rzeczach, osobach czy zjawiskach przyrody możemy zatem – empirycznie i zmysłowo – dostrzec Bogów, czy tez Bogowie się nam mogą objawić. Wiąże się to z (filologicznymi) rozważaniami nad sensem samego greckiego słowa theos, które – jak się okazuje może być też czasem stosowane jako orzeczenie (a nawet bezokolicznik).

Coś “boży się” w tym mgnieniu, które jest doświadczeniem całej głębi i wspaniałości bycia jako fundamentalnej podstawy wszystkiego, co “zamiera” w nieustannym przepływie jako byt, jako rzecz przez nas unieruchamiana wbrew jej naturze. O odwrotnie, w tym samym mgnieniu, które “prześwit” ku byciu otwiera, “dzieje się bóg”. (92)

* * *

Ciekawe ujęcie panteizmu, bardzo – muszę przyznać – mi bliskie: – w związku z naszymi forumowymi dyskusjami o relacjach między Bogami a przyrodą.

Interpretacja greckich wierzeń, zarówno u Otta jak u Heideggera, zmierza ku ukazaniu swoistego “panteizmu”. Swoistego, bo termin ten nie może być tu brany w tradycyjnym, czy najbardziej utartym znaczeniu, ponieważ bóg każdy jest tutaj pojmowany osobowo. Każdego określa inny, zawsze wyraźny “narys”, żaden się nie “roztapia” w nieskończonym obszarze “natury” (jakkolwiek nawet nasze o niej wyobrażenia wykraczałyby poza jej fizyczność) – żaden się z nią nie utożsamia, choć może uzmysłowić się nam przez jej przejawy. Gestalt [kształt Bogów - O.] Otta na tę odrębność poszczególnych bóstw wskazuje z wyjątkową siłą. Bóstw – powtórzmy – osobowo istniejących i jako osoby ukazujących się człowiekowi (105).

* * *

Bardzo ciekawe są cytowane rozważania Schellinga na temat greckiej sztuki i religii. Nie będę ich tu przytaczał, ale sądzę, że poszukiwacze filozoficznych postaw politeizmu powinni koniecznie zajrzeć do jego Filozofii sztuki.

* * *

Jeszcze o poglądach Otto, tym razem z ust jego ucznia, Kerenyiego:

[Jak pisze Moritz] “poniekąd każda z postaci bóstw ujmuje samą istotę rzeczy z jakiegoś wzniosłego punktu widzenia”. [Otto] przyjmuje taki wzniosły punkt widzenia i w postaciach greckich bogów widzi “istotę rzeczy” czyli sens jakiejś sfery bytu; jako jej ożywczy duch – ale duch poniekąd w tej samej substancji, rodzaj duchowej syntezy – pojawia się odnośne bóstwo (115)

A jednak należy pamiętać, że Bogowie są osobami. Jak w innym miejscu powiada inny uczony – Usener – Żaden człowiek nie modli się do jakiegoś pojęcia! Błędne jest też ujmowanie Bogów wyłącznie od strony funkcji. Otto podkreśla, że pierwotna świadomość religijna nie zna takich pojęć jak “bóg wegetacji” czy “bóg śmierci”, bo spoza nich nie wyłania się żadne życie” – a bogowie są właśnie żywymi osobami.

* * *

Warto chyba przytoczyć też poglądy Otta na kult i ofiarę. Odrzuca on wszelkie koncepcje widzącą w ofierze wymianę, chęć zapewnienia sobie korzyści czy nawet wdzięczność za otrzymane dary. Dla niego kult pierwotnie jest “tworzeniem żywego pomnika” pod wpływem przeżytego spotkania z Bogiem, tworzywem jego stanowi sam człowiek. jest wyrazem uwielbienia, i -jeśli wdzięczności, to wdzięczności za samo objawienie, za samego Boga (jeśli tak można powiedzieć). O ofierze natomiast pisze tak:

fenomen ten jedynie wtedy odsłonić może swój zakryty dla przyziemnych mniemań sens, kiedy pojmiemy, że w tym akcie uczestniczy bóstwo samo, że trzeba ogarnąć cel, ku któremu ofiara ta zmierza: że celem tu jest służba spełniana wobec bogów w ich obecności i że cel ten jest najgłębszym przeżyciem duchowym, w akcie ofiary założonych i dokonującym się.[...] kult w istocie jest spontanicznie twórczym działaniem, spowodowanym obecnością konkretnej osoby bóstwa, zjawiającego się w konkretnej postaci, i działaniem ku niemu zwróconym. (153)

 

* * *

Mam nadzieję, że dzieląc się powyższymi fragmentami zachęciłem kogoś do przebrnięcia przez tą książkę. Powtarzam, nie jest to łatwa lektura, ale są książki, z których możemy zrozumieć tylko niewielki fragment, ale warto dla tego właśnie fragmentu je czytać.

* * *

Początkowych kilka rozdziałów książki dostępnych jest na stronie gnosis

Dowiedziałem się właśnie, iż ukazała się już druga część “Archeologia mitu” – pierwsze rozdziały również dostępne na stronie gnosis.

Share

Jacyśmy niewinni!

Radio watykańskie, a za nim portal wiara.pl zamieszcza ciekawą notatkę. Episkopat Francji wydał dokument przypominający zasady postępowania z księżmi pedofilami. Aby jednak nie stworzyć wrażenia, że problem jest istotny, dokument przypomina coś jeszcze, i szczególnie to uwypukla:

 Przy okazji jego kolejnego wznowienia, episkopat zlecił badania we wszystkich diecezjach. Miały one określić aktualną skalę tego zjawiska. Okazało się, że jest ono marginalne. W więzieniach przebywa 9 księży. 45 odsiedziało już swą karę. W sprawie 51 prowadzone jest postępowanie. W sumie we francuskim Kościele posługuje aktualnie 19 640 kapłanów.

Tak właśnie zatytułowano ową notkę: Francja: W Kościele pedofilia zjawiskiem marginalnym.

Przyznajcie, odetchnęliście z ulgą. Nie odetchnęliście? Dlaczego? Dlatego szanowny Episkopacie Francji, że to zupełnie nie o to chodzi. Nie jest winą Kościoła, że znajdą się w jego gronie pedofile. Tacy faceci powinni być błyskawicznie wsadzani za kratki, a najlepiej kastrowani. Winą Kościoła jest, że dokument określający zasady “bezpiecznego środowiska dzieci” (o, wy mistrzowie eufemizmów!) ukazał się dopiero dziesięć lat temu, że przez wszystkie dotychczasowe lata funkcjonował ściśle tajny dokument, przechowywany dotąd pieczołowicie w biskupich sejfach, przetłumaczony ostatnio przez Dariusza Kota. Winą są zasady tam odgórnie ustanowione, które dobro ofiar uwzględniały na samym końcu, nakazywały im milczenie pod groźbą ekskomuniki, a bardziej troszczyły się o tzw. “dobro Kościoła”, które pozostawiały w imię tego dobra przestępców na wolności.

Skala ma tu drugorzędne znaczenie. Czy gdyby istniała instrukcja zalecająca księży eks-nazistów, zbrodniarzy wojennych, skrycie wysyłać do Ameryki Łacińskiej, czy miałoby znaczenie, iż takich księży przez ostatnie lata nie było w ogóle?

Share

Ofiary

Ofiara, krwawa ofiara ze zwierzęcia jest jednym z tych zagadnień, które wzbudzają najwięcej wątpliwości wśród współczesnych pogan. Jedni odrzucają ją ze względów „humanitarnych”, jako wyraz okrucieństwa w stosunku do zwierząt. Uważam ten argument za chybiony. W porównaniu z dostojnym rytualnym uśmierceniem zwierzęcia to raczej sposób w jaki dokonuje uboju współczesny przemysł spożywczy jawi się jako niehumanitarny. Argument ten byłby sensowny jedynie w przypadku, gdyby wygłasza go konsekwentny wegetarianin. Wegetarianinem nie jestem, dane antropologiczne i fizjologiczne przekonują mnie, że mięso jest podstawowym pożywieniem dla naszego gatunku, wegetarianizm stanowi zaś wschodni zabobon, który mnie nie przekonuje.

A jednak, z dwóch względów krwawa ofiara wydaje mi się problematyczna.

Ostatnio czytając książkę Kerenyiego o Hermesie, moją uwagę przykuło określenie tej ofiary jako „tytanicznej”. Co istotne, jest ona tytaniczna nie tylko w sensie pochodzenia — ustanowiona została przez Prometeusza, ale pozostaje tytaniczna ze względu na swój gwałtowny, krwawy charakter. To prawda, że ród ludzki ma w sobie pewne elementy tytaniczne, wynikające z naszego pokrewieństwa z bogami Ziemi. A jednak, czyż droga wyznawców Olimpijczyków, nie powinna zmierzać do tego, by to okrutne dziedzictwo przezwyciężyć?

Inne światło rzucają analizy Lengauera. Odniosłem z nich wrażenie, iż rytualna ofiara była nie tyle formą wyrazu czci dla Bogów (z tego co pamiętam autor sugeruje, że obrzędy te są starsze od kultu Olimpijczyków). Odwrotnie, jest to forma w jakiej uświęcano odbieranie życia zwierzętom. Innymi słowy była to bardziej ofiara ze zwierzęcia niż ofiara dla Bogów. Był to wyraz szacunku dla zwierzęcia, które trzeba było zabić, zanim się je spożyje, wyraz wdzięczności za to, że zwierzę poświęcało swe życie aby dać życie ludziom. W tym sensie, krwawa ofiara jest dla mnie jak najbardziej właściwa, choć z drugiej strony, jak często stajemy przed taką koniecznością? Większość z nas kupuje mięso ze zwierząt zabitych przez kogoś innego. Podejrzewam, że niewielu byłoby stać, by kupić byka na ofiarę, nie mówiąc o możliwości spożycia jego mięsa.

Pomijam tu inne kwestie praktyczne związane z koniecznością spalenia ofiarowanych fragmentów. Ofiary tego typu (w pewnym stopniu dotyczy to w ogóle ofiar z pokarmów), sugerują też pewną niezbyt poprawną koncepcję teologiczną – mianowicie, że Bogowie żywią się ziemskim pokarmem, że pokarm jest im potrzebny do życia. Nic dziwnego, że w późnej starożytności zwyczaj ten zamarł wśród lepiej wykształconych osób.

Z tych względów odrzucam krwawą ofiarę, jako formę czci Bogów (chyba, że ktoś przedstawi alternatywną teologię ofiary, która nada temu jakiś szczególny sens). Oczywiście, jeśli ktoś mieszka na wsi i dysponuje własną trzodą, to stając przed koniecznością np. świniobicia, znajdzie z starożytnym rytuale ofiarnym właściwe ramy dla uszlachetnienia tej czynności.

Share

Ilu jest Olimpijczyków?

Jak wiadomo, helleniści mają czasem pewien problem z kwestią dość podstawową — ustaleniu ścisłego grona Dwunastu Olimpijczyków. Do pewnego stopnia przypomina to chrześcijańskie problemy z doliczeniem się dwunastu apostołów o czym pisał Rutilius.
Nasz problem wynika on z tego, że przekazy, jakie do nas dotarły nie są do końca zgodne — zasadniczo różnią się w kwestii jednego, a czasem większej liczby z Bóstw. W niektórych wersjach miejsce Hestii zajmuje Dionizos. Najpopularniejsze wytłumaczenie mówi, że Hestia „ustąpiła miejsca” Dionizosowi. Są oczywiście i pomniejsze różnice — czasami miejsce Aresa i Hefajstosa zajmują Herakles i Asklepios. Platon wliczał do grona Hadesa (w miejsce Hestii). Czasami wliczani są Persefona, Hebe i Helios. Początek ósmej księgi Praw sugeruje, że Platon do grona tego wliczał Hadesa. Część nieporozumień bierze się z pomylenia wąskiego i szerokiego znacznie terminu Olimpijczyk czy mieszkaniec Olimpu. Oczywiście, że Herakles zamieszkał na Olimpie, tak jak mieszkała tam już wcześniej jego żona Hebe. Ale, mówiąc kolokwialnie — jedni wykładają na uniwersytecie filozofię, inni kafelki. Hebe mieszkała na Olimpie, ale pełniła tam zaszczytną funkcję podczaszyni, nie należała natomiast do ścisłego grona najwyższej rady Bogów. Również Herakles osiągnąwszy boskość nie został zrównany z potomkami Kronosa. Innymi słowy, członkowie rady nie byli jedynymi mieszkańcami Olimpu., tak jak królewska para nie była jedynymi mieszkańcami Wersalu. Czytaj dalej →

Share

Percy Jacksonn – film

Powiedziało się “A”, wypada powiedzieć “B”, kolejny wpis na blogu poświęcę więc filmowy będącemu adaptacją powieści Ricka Riordana. Zajrzałem na filmowe fora i komentarze pod filmowymi serwisami a prawidłowość tam jest taka, iż osoby, które książki nie znają, oceniają film na 7/10. Ci natomiast, którzy czytali – 3/10. W pełni podpisuję się pod tą ostatnią oceną. Zaznaczam, że nie jest to ocena namiętnego wielbiciela powieści, która, choć w moim przekonaniu “czytalna”, to bynajmniej do klasyki – nawet literatury dziecięcej – chyba jednak nie należy. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że reżyser musi z książki wybierać, modyfikować i przystosowywać do środków wyrazu właściwych własnej sztuce. Nie zarzucam więc reżyserowi, że to czy tamto pominął – na końcu wyjaśnię, dlaczego uważam te pominięcia za wartość filmu. Chodzi więc o to, co reżyser zrobił z tym, co przejął. Czytaj dalej →

Share

Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy

Postanowiłem przeczytać tę książkę przed obejrzeniem wchodzącego niedługo na ekrany kin filmu. Miałem w związku z nią spore obawy. Choć przecież każdy, kto przeczytał Homera powinien być przyzwyczajony do tego, że artyści dość swobodnie podchodzą do theoilogii…

Zanim jednak przejdę do poważniejszych kwestii, do teologicznej treści, kilka słów na temat formy. W dużym skrócie oceniłbym ją na dostateczny z plusem. Z całą pewnością nie jest to Wielkie Dzieło, ale chyba nikt nie oczekuje nowego Homera. Jest to książka dla gimnazjalistów, napisana językiem, który z zamierzenia miał ich nie znudzić (stąd zwroty typu „Spadaj” nie powinny gorszyć). Jest to powieść przygodowa, osią są tu kolejne przygody bohaterów, a analiza ich wewnętrznych przeżyć sprowadzona została do niezbędnego minimum. A jednak prostota ta nie jest wulgarna, odstręczająca, czego dowodem jest to, że zamierzam przeczytać też pozostałe części cyklu (w marcu ma ukazać się część trzecia). Żałuję, że nigdy nie czytałem „Harrego Pottera”, bo miałbym porównanie, ale mówiąc krótko – ktoś, kto gimnazjalistą nie jest specjalnych przeżyć natury artystycznej nie powinien oczekiwać, jednak książka nie powinna go też znudzić czy zrazić. Czytaj dalej →

Share

Wróżba Olimpijska

Wprawdzie “Andrzejki” już dawno za nami, ale jeśliby ktoś chciał mniej lub bardziej poważnie powróżyć sobie na sposób starożytnych Greków, to może mu się przydać . 

Przedstawiam starożytną wróżbę “z alfabetu” opartą na inskrypcji z Olympos w Likii. Zasadniczo wróżba polegała na wylosowaniu pojedynczej litery. Czyniono to przy pomocy specjalnych kostek (które mogły upaść na cztery sposoby), kości do gry (upadające jak wiadomo na 6 sposobów), które dawały w rezultacie wartość liczbową odpowiadającą danej literze. Innym sposobem były losy, z których każdy miał naniesioną poszczególną literę. Wrzucano je do dzbana i potrząsano tak długo, aż jeden wypadł.

Czytaj dalej →

Share

Maksymy delfickie – komentarz cz. 8 – o Bogactwie

  1. Bogać się sprawiedliwie Πλουτει δικαιως
  2. Gromadź własność uczciwie Δικαιως κτω
  3. Bądź zamożny jako śmiertelnik Ευ πασχε ως θνητος
  4. Nie wierz w bogactwo Πλουτω απιστει
  5. Wypracuj własność Εργαζου κτητα
  6. Nie porzucaj oszczędności Φειδομενος μη λειπε
  7. Panuj nad wydatkami Δαπανων αρχου
  8. Poluj na to co korzystne Το συμφερον θηρω
  9. Strzeż swojego Ιδια φυλαττε
  10. Używaj własności Χρω χρημασιν
  11. Ciesz się tym, co posiadasz Κτωμενος ηδου
  12. Dawaj ze swojego Εχων χαριζου
  13. Niczego nie zazdrość Φθονει μηδενι
  14. Stroń od cudzego Αλλοτριων απεχου
  15. Oddawaj coś wziął Λαβων αποδος

Ostatnia już grupa wyodrębnionych przeze mnie maksym pomaga nam nabrać właściwego stosunku do dóbr materialnych. Najpierw zaskakuje pozytywny stosunek do bogactwa. Maksymy nakazują nam się bogacić, być zamożnym. Precyzują jednocześnie, w jaki sposób i po co. Dwie pierwsze kładą nacisk na uczciwość w bogaceniu się (1) i gromadzeniu własności (2). Kolejne dwie maksymy mówią o stosunku do bogactwa. Pierwsza z nich przypomina, że bogactwa nie zabierzemy do grobu (3). Świadomość tego powinna właściwie ustawić bogactwo w hierarchii naszych wartości. Kolejna maksyma (4) zaleca, by nie pokładać ufności w bogactwie. Bogactwo jest tylko środkiem, czymś zewnętrznym i jako takie zależy od nas tylko częściowo. Ufność należy pokładać we własną cnotę i pomoc Bogów.

Kolejne pięć maksym (5-9) odnosi się do tego, jak bogactwo pozyskiwać, a więc: pracą, oszczędnością i kontrolą nad wydatkami oraz strzeżenie — domyślnie przed złodziejami. Ale bogactwo nie jest celem samym w sobie, jak wspomniałem jest wyłącznie środkiem. Maksymy mówią nam do czego: oczywiście bogactwo ma sens, gdy jest użyteczne (10), pieniądze należy wydawać — do tego tylko są. Bogactwo ma dawać nam radość(11), ale bogactwo służyć ma również pomocy innym ludziom(12). Więź z innymi ludźmi znaczy więcej niż bogactwo, dlatego nie należy dopuścić, by stało się z nimi zarzewiem konfliktu. Dlatego — jak pouczają nas ostatnie maksymy — nie należy zazdrościć innym(13), co ułatwi nam poprzestanie na swoim(14). Z pewnością nasze relacje z innymi będą czystsze, jeśli bilans wzajemnych świadczeń będzie kontrolowany, gdy będziemy zwracali długi(15).

Share

Maksymy delfickie – komentarz cz. 7

PRZYJACIELE
  1. Kochaj przyjaźń Φιλιαν αγαπα
  2. Strzeż przyjaźni Φιλιαν φυλαττε
  3. Bądź życzliwy dla przyjaciół Φιλοις ευνοει
  4. Bądź łaskawy dla przyjaciela Φιλω χαριζου
  5. Pomagaj przyjaciołom Φιλοις βοηθει
  6. Szanuj dobrodziejstwo Ευεργεςιας τιμα
  7. Dziel się nieszczęściem Ατυχουντι συναχθου

Po rodzinie najważniejsi są przyjaciele. Przyjaźń jest czymś, co jest godne miłości (1). Tym bardziej, że w naszych czasach staje się czymś rzadkim. Przede wszystkim z powodu wszechpanoszenia się seksu i indywidualizmu. Seks — wypierany przez ostatnie wieki na margines, na zasadzie reakcji, wrócił i zalał wszystko, stąd każda głębsza relacja między mężczyzną a mężczyzną, nie mówiąc już o relacji międzypłciowych, posądzana jest o seksualny podtekst. Nie bez winy jest tu też chorobliwa podejrzliwość Freuda… Indywidualizm zagraża przyjaźni, gdyż każda przyjaźń wymaga pewnych działań, musi być strzeżona (2), gdy się zawiąże, a o tym jak — mówią kolejne maksymy. Opisują je trzy słowa: życzliwość (3), łaskawość (4) i pomoc (5). Życzliwość oznacza życzenie dobra dla drugiego, pozytywne nastawienie. Samo nie wystarcza — winna mu towarzyszyć łaskawość, czyli czynienie dobra dla przyjaciół, a także pomoc — wspieranie ich działań.

Kolejne dwie maksymy nie wiążą się bezpośrednio z przyjaźnią, jednak — jak mi się wydaje — w przyjaźni przejawiają się najbardziej adekwatnie. Poniekąd opisują one drugą stronę powyższych działań: łaskawość dla odbiorcy jest dobro-dziejstwem 6, winno być ono szanowane, gdyż czyn podjęty przez przyjaciela, jego trud i czas są więcej warte niż wiele miłych słów „znajomych”. Przyjaciel, skłonny do pomocy, najlepiej też nadaje się by dzielić z nami nasze nieszczęście 7. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, wtedy bowiem można przekonać się, czy nie mamy czasem do czynienia z „łatwą życzliwością”, która kończy się, jak tylko nadchodzi czas próby i konieczność podjęcia wysiłku.

ZMARLI
  1. Nie gniewaj zmarłych Φθιμενους μη αδικει
  2. Nie śmiej się ze zmarłych Επι νεκρω μη γελα

Kolejne dwie maksymy mówią o zmarłych. Zakazują ich gniewania, a szczególnie wyśmiewania. Jest to poniekąd uszczegółowienie maksymy „Nie spieraj się z nieobecnym”. Zmarli należą do innego świata, który jednak ciągle ma na nas wpływ. Śmiech sugeruje, że coś jest już nieważne, coś można zlekceważyć. Otóż zmarłych lekceważyć nie można. Ich czyny nie ulegną już wprawdzie mianie, ale niektóre ich konsekwencje jeszcze się nie ujawniły.

SPOŁECZEŃSTWO
  1. Bądź społeczny Κοινος γινου
  2. Przestrzegaj prawa Νομω πειθου
  3. Poddawaj się sprawiedliwości Ηττω υπο δικαιου
  4. Umrzyj za ojczyznę Θνησκε υπερ πατριδος

Kolejna grupa maksym odnosi się do naszego życia w najszerszej grupie — społeczeństwie i — użyjmy tego nielubianego dziś słowa — państwie. Dla Greków państwo jest skarbem, czymś, co umożliwia nam życie na poziomie ponadzwierzęcym, co czyni nas ludźmi. Umożliwia dokonywanie wielkich dzieł, gdyż organizuje mnóstwo leniwych do wspólnej pracy. Dlatego właśnie nie należy tracić poczucia wspólnoty z innymi, być Κοινος (wspólny, społeczny, dostępny wielu) (1). Członkostwo w społeczeństwie wymaga akceptacji wspólnych reguł — prawa (2). Prawo, przez wielu traktowane jako uciążliwość (i przez ludzką głupotę często niestety, słusznie), samo w sobie jest jednym z największych osiągnięć ludzkości. Dzięki niemu nie zależymy już od kaprysów naszych przełożonych, ale mamy potężnego sprzymierzeńca, któremu ulec muszą również oni. Uznanie reguł oznacza poddanie się im również wtedy, gdy wyrokują przeciw nam. To właśnie oznacza poddanie się sprawiedliwości (3). Uznając prawo zgadzam się, by być przez nie osądzanym, gdyż jestem człowiekiem cywilizowanym, społecznym. Jest to postawa przeciwna do Jezusowego „nie sądź, abyś nie był sądzony”. Człowiek sprawiedliwy, nie lęka się sprawiedliwości.

Ostatnia maksyma z tej grupy (4) pokazuje, że nasze społeczeństwo, ojczyzna, warta jest, aby za nią umrzeć. Zwykle w naszych czasach maksymy tego typu łagodzi się mówiąc, że dzisiaj ojczyzna nie wymaga, by za nią umierać, ale by dla niej żyć. Jest to wygodna wymówka, aby żyć dla siebie. To prawda, że nie mamy zbyt często okazji by narażać życie dla ojczyzny. Tym bardziej winniśmy szacunek tym, którzy to czynią (np. naszym żołnierzom na zagranicznych misjach). To prawda, że winniśmy dzisiaj bardziej dla ojczyzny żyć, niż za nią umierać. Ale to życie winno być mierzone właśnie tą miarą — czynów na miarę ofiary z życia. Możemy narzekać, że nasza ojczyzna nie jest tego warta. Ale wypada zapytać: dlaczego? Może właśnie dlatego, że nikt nie chce się dla niej poświęcać, ale woli poświęcać dobro wspólne własnemu interesowi?

Share