Między neopogaństwem a rekonstrukcjonizmem

 

Spójrzmy prawdzie w oczy: nie jestem rekonstrukcjonistą. Do wniosku takiego doszedłem po zapoznaniu się w wydobytą przez Zaratustrę (z takich zakamarków Internetu, o jakich nie wiedziałem) pierwszą polską stroną hellenistyczną, Eremią. Gdy strona zanikła, ja dopiero wolno dochodziłem do pogaństwa, nie wiedząc nawet co to hellenizm. Nikt mi hellenizmu nie przekazał, nie zostałem do niego inicjowany czy w inny sposób wprowadzony przez żywy przykład. Podążałem za światłem, którym był dla mnie (podobnie zapewne jak dla pozostałych założycieli antychrysta) cesarz Julian. Podzielając jego rozczarowanie chrześcijaństwem tym bardziej zapragnąłem poznać to, ku czemu on się zwrócił.

 Gdy “świat pogański” dzielił mi się jeszcze na “rekonstrukcjonistów” i “neopogan”;, gdy ci ostatni jawili się jako wyluzowani kombinatorzy, wydawało mi się, że jestem rekonstrukcjonistą, Może dlatego, że nie spotkałem się z “prawdziwymi” rekonstrukcjonistami. Dopiero lektura Eremii, przypominająca wyprawę archeologiczną do minionego świata (a to ledwie kilka lat!) skonfrontowała mnie z nieco inną wizją rzeczywistości.

Czytam np. wywiad z autorem, gdzie znajduję następujące zdania:

Używam języka starogreckiego jako języka liturgii, tzn. że odprawiam w tym języku rytuały świąt helleńskich. Przy codziennych modlitwach do bogów stosuję natomiast język nowogrecki. Jest to dość wygodne z uwagi na fakt, że greka starożytna nie posiadała z oczywistych względów wielu współczesnych słów. Poza tym nowożytna greka jest dużo prostsza w użyciu i właśnie doskonale nadaje się do nawiązania intymnego kontaktu z bóstwem. Publiczne rytuały będą się odbywać w dwóch językach, po polsku i po starogrecku, ze względu na uczestnictwo osób spoza kręgu Hellenów.

Rozumiem zatem, że prawdziwy członek kręgu Hellenistów powinien modlić się w języku starogreckim. Zadaję sobie pytanie: dlaczego? Czyżby był to ojczysty język Bogów i oni po polsku nie rozumieją (po nowogrecku pewnie jakoś kojarzą)? Czym zatem jest hellenizm w takim ujęciu?

Czytam dalej:

Jesteśmy rekonstrukcjonistami, tzn. staramy się z możliwie największą historyczną wiernością odtworzyć praktyki starogreckie. Od tej reguły robi się jednak wyjątek w trzech przypadkach: przy niedostatecznej ilości danych historycznych, przy ograniczeniach obiektywnych (brak dostępu do świątyń etc.) i kiedy praktyki starożytne są dla nas nie do przyjęcia (zabicie stu wołów itp.).

I znowu zadam pytanie: dlaczego? Dlaczego możliwie największa historyczna wierność w stosunku do praktyk starożytnych jest tak ważna? Innowacja jest dopuszczalna w przypadku braku źródeł, oznacza to, że jeśli mielibyśmy 100% wiedzy o dawnych praktykach, powtarzalibyśmy 100% praktyk? Ach, zapomniałem, nie składalibyśmy hekatomb przed autentyczną świątynią.

Autor zdradza również, że w praktykach swych wspomagają się rekonstrukcjoniści miniaturowymi replikami antycznych rzeźb. Gdyby autor żył jeszcze (ie. jako poganin), zadałbym mu pytanie: czy figurki te malujecie w jaskrawych barwach, tak jak były pomalowane oryginalnie?

Osobiście wolę stare rzeźby takie, jak są dzisiaj, piękne samą doskonałą formą białego marmuru. Z mojego punktu widzenia zatem, czas zdzierając całą tą pstrokaciznę udoskonalił te dzieła, czy – żeby powiedzieć większymi słowami – uduchowił je.

Tak sobie myślę, że nie jest wykluczone, iż coś podobnego stało się również z grecką religią, że wprawdzie czas odarł ją z milionów szczegółów, których tak głodni są rekonstrukcjoniści, ale przez to ją uduchowił, uczynił czymś ponad-grecki, ogólnoludzkim. Może nie wiemy jaki gest wykonywał kapłan w trakcie takiego czy innego rytuału, ale przecież przetrwało coś znacznie cenniejszego: duch tamtej religii. Nie musimy wykonywać tych samych gestów, wypowiadać tych samych słów, aby ducha tego w sobie ożywić. Po to należy  właśnie studiować dawne dzieła – w nich duch ten przemawia. Ale gdy w nas ożyje, pozwólmy mu się prowadzić. To żywy przewodnik nas, żywych ludzi zakorzenionych w XXI wieku. Nie musimy stać się starożytnymi Grekami, by do nas przemawiał. Pod tym tylko względem i w tym sensie jestem rekonstrukcjonistą: uważam, że należy odtworzyć ducha, pojęcia, postawy. Dążność do maksymalnie wiernej rekonstrukcji praktyk, strojów, słów zostawiam rekonstrukcjonistom (historycznym). Ich praca jest bardzo pożyteczna, zwłaszcza przydaje się rzy kręceniu filmów…

Share

Żyć w zgodzie z Bogami

 

Podejmując zwykłe czynności życiowe w ramach pracy zawodowej, rodziny, czasu wolnego wchodzimy w sfery, którym patronują różni Bogowie. Żyjąc z nimi w zgodzie otwieramy się na ich moc, uzyskujemy ich wsparcie i jesteśmy skuteczniejsi. W codziennym nabożeństwie dbamy, by rozwijać harmonijnie własną osobowość. Jednak pełnimy także specyficzne role społeczne, różnimy się wykonywanym zawodem, sytuacją rodzinną. W zależności od tego, albo też od własnych predyspozycji możemy rozwijać specjalne nabożeństwo do poszczególnych Bóstw. Bogowie nie nakładają specjalnych nakazów czy zakazów, ale znając ich kompetencje i charaktery nietrudno jest dociec jak żyć z nimi w zgodzie i jak można wejść z nimi w konflikt. Poniższa prezentacja ma charakter przykładowy, niech posłuży za inspirację dla poszukiwania własnych dróg zbliżania do Olimpijczyków. W niektórych punktach inspirowałem się Drew Campbellem.

Dzeus

Szanuj władzę, przede wszystkim jako instytucję, jeśli nie można również samej osoby. Pamiętaj, że najgorsza władza jest lepsza niż chaos anarchii, bezprawia, dzikiej przemocy i gwałtu. Niech twoja krytyka władzy zawsze będzie konstruktywna, nie daj się opętać nienawiści politycznej.
Gdy sam sprawujesz kierownicze stanowisko staraj się nie tylko zewnętrznie dbać o jego prestiż, ale także zasłużyć na niego swym działaniem. Wysłuchuj rad z różnych stron i nie oddzielaj się od podwładnych. Choćbyś długo miał rozważać swą decyzję, jej podjęcie kończy dyskusję, jest jak skinienie głowy Dzeusa, stanowi oparcie i punkt odniesienia dla podwładnych.
Zawsze staraj się godzić różne interesy, tak, aby wpisać je w interes wspólny, niekoniecznie tylko arytmetycznie szukając kompromisu w tym, że każdy o tyle samo ustąpi. Szanuj różnorodność i ucz się dostrzegać w niej ład, a jeśli go nie ma, to staraj się go zaaranżować. Doceniaj indywidualność, niezwykłe talenty, nawet, jeśli pozornie wydają się dla ciebie niekorzystne. Największym twoim prawem: dobro całości i dobro każdego.
Wsłuchuj się w odgłos grzmotu w czasie burzy, kontempluj błyskawice.

Hera

Szanuj małżeństwo jako instytucję, która ma wartość nadrzędną, również nad twoim własnym, egoistycznym interesem. Nie narażaj jej w żaden sposób, dochowuj wierności współmałżonkowi/ce. Celebruj małżeńskie święta i rocznice. Myśl o małżeństwie w kategoriach „my”, nie zaś „ja”. Okazuj, również publicznie, szacunek swej/mu współmałżonkowi/ce. Staraj się pogłębiać waszą więź, rozwijaj uczucie intymności między wami. Noś obrączkę, i medytuj nad jej symboliką.

Demeter

Szanuj własną matkę i matkę swoich dzieci (własną moc macierzyńską), inne matki i kobiety w ciąży. Rozwijaj w sobie troskę o dziecko, odczytując jego potrzeby, przewidując je i mądrze zaspakajając. Jeśli nie masz własnych dzieci skorzystaj z okazji, gdy ma je ktoś znajomy i poproś, byś mógł nakarmić i choć raz uśpić niemowlę.
Nawiąż relację z ziemią, obserwuj przemijanie pór roku. Zasadź jakąś roślinę (najlepiej jednoroczną) i obserwuj jej wzrost, aż do obumarcia.

Więcej: czytaj na stronie olympeionu

Komentować proszę tutaj

Share

Magia

 

Poniżej chciałbym poddać pod dyskusję tekst, jaki przygotowuję dla olympeionu, a ściślej pewną praktykę, którą w nim prezentuję.


Magia

Jeśli przez magię rozumiemy stosowanie środków, dzięki którym można wymusić na siłach nadprzyrodzonych interwencję wbrew siłom natury, to tak rozumiana magia jest sprzeczna z duchem naszej religii. Nie sądzimy, by Bogów trzeba było zmuszać do czynienia czegokolwiek dobrego, a do czynienia złego się po prostu nie godzi – byłoby to sprzeczne z duchem religii, pomijając, że byłoby to dla śmiertelników w zasadzie niewykonalne. Nie sądzimy również, by Bogom godziło się naginać prawa przyrody do naszych zachcianek, tego typu działalność właściwa jest raczej starym Bogom ziemi – tytanom, którzy z ziemskimi żywiołami są silniej spokrewnieni.

Nie oznacza to jednak, że z kontaktów z Bogami nie możemy odnosić realnych korzyści, ani że od nas nic nie zależy. Bogowie wpływają na świat poprzez ludzi, uruchamiają tkwiace w ludziach siły. Często ludzie doświadczają takich interwencji spontanicznie. Czasem przybiera to formę długotrwałego związku człowieka z danym Bogiem – ludzie tacy otrzymują miano geniuszy w najrozmaitszych dziedzinach. Takie specjalne natchnienie podporządkowane jest boskiej strategii kształtowania dziejów świata. Wszyscy jednak mamy dostęp do natchnienia powszechnego, które Bogowie roztaczają nad wszystkimi ludźmi, dzięki któremu możemy spotęgować tkwiące w nas samych moce.

W tym celu należy oprócz zwykłej praktyki codziennej rozwinąć specjalne nabożeństwo do danego Boga czy Bogów/Bogiń, których moc chcemy w sobie obudzić, a którzy odpowiadają za daną sferę działania. Oczywiście warto wcześniej rozeznać, moc których Bogów już w nas jest najsilniejsza (można posłużyć się następującym testem [wkrótce!]).

  Dla przykładu: kobiety, aby zdobyć mężczyznę winny modlić się do Afrodyty, by obudziła w nich seksapil, aby utrzymać mężczyznę, winny zwracać się do Hery. W sprawie dzieci, winny skupić się na Demeter (jeśli chodzi o poczęcie i wychowanie), a przy porodzie – warto zwrócić się o pomoc do Artemidy by obudziła w nas naturalne siły. Gdy zajdzie konieczność porodu cięciem cesarskim, lekarz winien być wspierany przez Hefajstosa.

Mężczyźni w zalotach mogą rozwijać sobie cechy któregokolwiek z Bogów znanego z powodzenia w tej dziedzinie, w zależności od własnej osobowości, ale nie modlimy się do Apollona i Hefajstosa. Jako ojciec rodziny winniśmy rozbudzić w sobie moc Dzeusową.

  W sprawach pieniężnych, gdy chodzi o handel i spekulację, odpowiednie zdolności obudzi w nas Hermes, pracowitość wzmocni zaś Hefajstos, podobnie jak zmysł praktyczny. W tym ostatnim, choć bardziej w zajęciach wymagających większej precyzji możemy zwrócić się do Ateny, która jest też doskonałym wsparciem dla pracowników umysłowych, zwłaszcza w dziedzinach ścisłych i społecznych. W humanistyce lepszym wsparciem będzie dla nas Apollo, podobnie jak w twórczości artystycznej, choć osoba chcąca stać się wirtuozem gry na instrumencie nie powinna zapominać też o Hermesie. Hermesa dobrze też wzywać przed podróżom, niewątpliwie obudzi w nas to ciekawość nowych lądów i chłonność na odmienne kultury.

W sytuacji sporu i walki wzywamy oczywiście Aresa, by dał nam siłę i męstwo oraz Atenę, by podpowiedziała nam skuteczne fortele. Gdy chcemy zaprowadzić pokój, wzywajmy mocy Hestii, która królować powinna w każdym pogańskim domu.

W przypadku choroby, wzywajmy Artemidy, niech obudzi w nas naturalne siły samoleczenia, a Apollo, niech wspomoże w nas działanie leków i sztuki medycznej.

W przypadku zbliżającej się śmierci módlmy się do Hermesa – przewodnika dusz, by był nam kompanem w tej najdłuższej wędrówce, do królestwa Tego, kogo wzywać nie należy.
 

 

Podstawowym sposobem budzenia w sobie mocy Boga czy Bogini jest modlitwa do niego, przywoływanie go poprzez różne przydomki odnoszące się do poszczególnych atrybutów. 

Pomocnym sposobem może być także następująca technika wizualizacji.

Wyobrażamy sobie Boga pojawiającego się w swym symbolicznym środowisku, uświadamiamy sobie jego najważniejsze moce, następnie powtarzając jego/jej imię wyobrażamy sobie, jak moce te spływają na nas i budzą się w nas.

 {w tym miejscu znajdowały się propozycje takich medytacji.Ze względu na to, że były to bardzo wstępne propozycje, zdecydowałem się ich tu jednak nie zamieszczać. Osoby, które by chciały się z nimi zapoznać, przetestować na sobie, a przede wszystkim – współpracować w ich tworzeniu – proszę o kontakt}

Komentarz. 

Jak łatwo zauważyć, w powyższych wizualizacjach inspirowałem się tradycją orientalną. Sama technika wizualizacji jest uznana przez zachodnią psychologię (stosowana jest powszechnie w psychologii sportowej i jako technika motywacyjna). Naturalnie używanie imion Bogów/Bogiń jako swego rodzaju mantry może wydawać się kontrowersyjne, uważam jednak, że rację miał Platon bodaj w Kratylosie, że imiona Bogów nie są przypadkowe. Wydaje mi się, że samo ich brzmienie również współgra z ich naturą (co starałem się nieudolnie wykazać). Faktem jest, że pewne zgłoski uruchamiają w nas odmienne uczucia. Nieprzypadkowo ludzie przeklinając posługują się słowami o nagromadzeniu głosek ‘r’ i syczących (s/z) czy wybuchających (p/b).

Wymowa imion Bogów: hellenion

Będę niezmiernie wdzięczny za dwie rzeczy:

1) przetestujcie, proszę, te medytacje, opiszcie swoje wrażenia, podzielcie się uwagami (pozytywnymi i krytycznymi).

2) może ktoś ma ciekawe pomysły na inne medytacje. Oczywiście nie jest tak, że może być tylko jedna wyrażająca naturę danego Boga.

Sam postaram sie zaproponować wkrótce medytacje do pozostałych Bogów/Bogiń.

 

Share

Ofiary

 

Ofiara, krwawa ofiara ze zwierzęcia jest jednym z tych zagadnień, które wzbudzają najwięcej wątpliwości wśród współczesnych pogan. Jedni odrzucają ją ze względów „humanitarnych”, jako wyraz okrucieństwa w stosunku do zwierząt. Uważam ten argument za chybiony. W porównaniu z dostojnym rytualnym uśmierceniem zwierzęcia to raczej sposób w jaki dokonuje uboju współczesny przemysł spożywczy jawi się jako niehumanitarny. Argument ten byłby sensowny jedynie w przypadku, gdyby wygłasza go konsekwentny wegetarianin. Wegetarianinem nie jestem, dane antropologiczne i fizjologiczne przekonują mnie, że mięso jest podstawowym pożywieniem dla naszego gatunku, wegetarianizm stanowi zaś wschodni zabobon, który mnie nie przekonuje.

A jednak, z dwóch względów krwawa ofiara wydaje mi się problematyczna.

Ostatnio czytając książkę Kerenyiego o Hermesie, moją uwagę przykuło określenie tej ofiary jako „tytanicznej”. Co istotne, jest ona tytaniczna nie tylko w sensie pochodzenia — ustanowiona została przez Prometeusza, ale pozostaje tytaniczna ze względu na swój gwałtowny, krwawy charakter. To prawda, że ród ludzki ma w sobie pewne elementy tytaniczne, wynikające z naszego pokrewieństwa z bogami Ziemi. A jednak, czyż droga wyznawców Olimpijczyków, nie powinna zmierzać do tego, by to okrutne dziedzictwo przezwyciężyć?

Inne światło rzucają analizy Lengauera. Odniosłem z nich wrażenie, iż rytualna ofiara była nie tyle formą wyrazu czci dla Bogów (z tego co pamiętam autor sugeruje, że obrzędy te są starsze od kultu Olimpijczyków). Odwrotnie, jest to forma w jakiej uświęcano odbieranie życia zwierzętom. Innymi słowy była to bardziej ofiara ze zwierzęcia niż ofiara dla Bogów. Był to wyraz szacunku dla zwierzęcia, które trzeba było zabić, zanim się je spożyje, wyraz wdzięczności za to, że zwierzę poświęcało swe życie aby dać życie ludziom. W tym sensie, krwawa ofiara jest dla mnie jak najbardziej właściwa, choć z drugiej strony, jak często stajemy przed taką koniecznością? Większość z nas kupuje mięso ze zwierząt zabitych przez kogoś innego. Podejrzewam, że niewielu byłoby stać, by kupić byka na ofiarę, nie mówiąc o możliwości spożycia jego mięsa.

Pomijam tu inne kwestie praktyczne związane z koniecznością spalenia ofiarowanych fragmentów. Ofiary tego typu (w pewnym stopniu dotyczy to w ogóle ofiar z pokarmów), sugerują też pewną niezbyt poprawną koncepcję teologiczną – mianowicie, że Bogowie żywią się ziemskim pokarmem, że pokarm jest im potrzebny do życia. Nic dziwnego, że w późnej starożytności zwyczaj ten zamarł wśród lepiej wykształconych osób.

Z tych względów odrzucam krwawą ofiarę, jako formę czci Bogów (chyba, że ktoś przedstawi alternatywną teologię ofiary, która nada temu jakiś szczególny sens). Oczywiście, jeśli ktoś mieszka na wsi i dysponuje własną trzodą, to stając przed koniecznością np. świniobicia, znajdzie z starożytnym rytuale ofiarnym właściwe ramy dla uszlachetnienia tej czynności.

Share

Przyczynek do poganoreformacji

 

Przyłączając się do pomysłu Oribasiosa na odważne zreformowanie, czy reorganizację hellenizmu, chciałbym dorzucić swoje dwa grosze z socjologicznego punktu widzenia. Rozważając ostatnio problem przyczyn klęski, jak nas w starożytności spotkała pozwolę sformułować kilka postulatów.

1. Hellenizm starożytny był zbyt otwarty. Otwartość ta, chwalona jako tolerancja, skutkowała takim namnożeniem kultów, bogów, misteriów, że straciło to jakikolwiek racjonalny kształt. Nie jestem zwolennikiem dogmatycznego zamknięcia, jednak to, co się działo w starożytności jeśli chodzi o przyjmowanie nowych Bogów było za szybkie i rozmyło całość. Jest to istotne zwłaszcza dzisiaj: w starożytności pogaństwem było (prawie wszystko), dzisiaj pogaństwo jest jedną z wielu rywalizujących religii, stąd bardzo ważne, aby stało się religią wyrazistą, jasno określoną. Gdy ktoś na wejściu słyszy, że może wierzyć w co mu się podoba, że nie odrzucamy żadnych Bogów, to może tylko wzruszyć ramionami, bo nie ma żadnego powodu, by opowiedzieć się za albo przeciw takiej ofercie. Ogólny nastrój naszej kultury jest skrajnie relatywistyczny. Uważam, że przejmując tę cechę utwierdzamy w obojętności. Uważam, że nowoczesna formuła hellenizmu powinna z jednej strony  przeciwstawiać się zdecydowania monoteizmowi (nie zgadzam się na przyjęcie politycznopoprawnej tezy, że wszystkie religie są równie dobre, monoteizm jest zły i szkodliwy) z drugiej zaś wyraźnie odgraniczać od innych odmian pogaństwa (możesz wybrać z różnych odmian pogaństwa, ale wybrawszy, trzymaj się czegoś). Jeśli chodzi o panteon, to zgadzam się z Oribasiosem – należy się skupić na rdzeniu. Moja formuła jest wiec następująca:

Jest wielu Bogów
Przewodzi im grono dwunastu Jaśniejących z Zeusem na czele.

 2. Problem dualizmu oraz pojęcia zła. Pacal_II i Rutilius mocno temu oponują, ale sądzę, że warto to przemyśleć pod nieco innym kątem. Jak to pokazał ostatnio Oribasios, czymś normalnym w mitologii jest opozycja i napięcie, spór i rywalizacja. Czyż to właśnie nie neoplatonicy byli tymi, którzy ten aspekt wyeliminowali i uczynili z Olimpu kochającą się rodzinkę? Mogli to zrobić gdy przekształcili Bogów z żywych istot w pojęcia, ale życie karmi się sporem i walką. Dlatego jestem za podkreśleniem obok opozycji między Bogami, również opozycji między Bogami a tytanami. Innymi słowy tytanomachia trwa,  Sądzę, że wizja życia jako walki (jakże Heraklitejska) może być dzisiaj atrakcyjna. Tytani nie są źli w sensie moralnym, są tymi, którzy zagrażają ładowi i porządkowi, rozumowi i równowadze. Oczywiście, my również jako ludzie jesteśmy poniekąd dziećmi tytanów, wiele im zawdzięczamy, ale w momencie, gdy zajaśniał nad ludzkością świt nowych Bogów, gdy nastał czas wojny, powinniśmy się opowiedzieć, gdyż Jaśniejącym zawdzięczamy znacznie więcej. Stąd moja formuła jest następująca:

Jaśniejący wyrwali ludzkość z niewoli starych bogów
i stale toczą z nimi o nią walkę
w imię rozumu, równowagi, miłości i życia

3. W kwestiach praktyk religijnych. Dawne praktyki pogan były z jeden strony społeczne, z drugiej misteryjne. Praktyki społeczne były drogie, publiczne i często czysto zewnętrzne. Praktyki misteryjne były skryte, często irracjonalne. W dzisiejszych warunkach moim zdaniem aspekt społeczny traci na znaczeniu – raczej nie spodziewam się by nasze państwo kiedykolwiek zaczęło organizować święta pogańskie. Związek ze społeczeństwem należy zatem moim zdaniem przeformułować i przenieść na sferę moralną: silnie podkreślić obowiązek poganina działania na rzecz dobra ogółu. Z drugiej strony, ważne byłoby zaproponowanie takich praktyk religijnych, które dawałyby również korzyść praktykującemu, a nie jedynie służyły wychwalaniu Bogów. Skoro dystansujemy się (IMO słusznie) od magii, to co w zamian? Sądzę, że mogłaby to być jakaś forma praktyk oddziałujących na umysł, ale obawiam się, że wszystko, co ze starożytności w tym względzie do nas dotarło ma charakter neoplatońskich medytacji w gruncie rzeczy monoteistycznych. Dlatego zastanawiam się nad zaadaptowaniem pewnych praktyk innych ścieżek, również buddyzmu tybetańskiego (najbardziej politeistyczny).

To na razie tyle. Innego rodzaju kwestie, jak forma organizacji, są moim zdaniem przedwczesne i wypadnie wrócić do nich za jakiś czas.

 


Wartościowego materiału do rozważań dał mi tekst Rutiliusa od Doddsie oraz wieloczęściowa recenzja z książki Rodneya Starka, The Rise of christianity

Share

Ilu jest Olimpijczyków?

 

Jak wiadomo, helleniści mają czasem pewien problem z kwestią dość podstawową — ustaleniu ścisłego grona Dwunastu Olimpijczyków. Do pewnego stopnia przypomina to chrześcijańskie problemy z doliczeniem się dwunastu apostołów o czym pisał Rutilius.
Nasz problem wynika on z tego, że przekazy, jakie do nas dotarły nie są do końca zgodne — zasadniczo różnią się w kwestii jednego, a czasem większej liczby z Bóstw. W niektórych wersjach miejsce Hestii zajmuje Dionizos. Najpopularniejsze wytłumaczenie mówi, że Hestia „ustąpiła miejsca” Dionizosowi. Są oczywiście i pomniejsze różnice — czasami miejsce Aresa i Hefajstosa zajmują Herakles i Asklepios. Platon wliczał do grona Hadesa (w miejsce Hestii). Czasami wliczani są Persefona, Hebe i Helios. Początek ósmej księgi Praw sugeruje, że Platon do grona tego wliczał Hadesa. Część nieporozumień bierze się z pomylenia wąskiego i szerokiego znacznie terminu Olimpijczyk czy mieszkaniec Olimpu. Oczywiście, że Herakles zamieszkał na Olimpie, tak jak mieszkała tam już wcześniej jego żona Hebe. Ale, mówiąc kolokwialnie — jedni wykładają na uniwersytecie filozofię, inni kafelki. Hebe mieszkała na Olimpie, ale pełniła tam zaszczytną funkcję podczaszyni, nie należała natomiast do ścisłego grona najwyższej rady Bogów. Również Herakles osiągnąwszy boskość nie został zrównany z potomkami Kronosa. Innymi słowy, członkowie rady nie byli jedynymi mieszkańcami Olimpu., tak jak królewska para nie była jedynymi mieszkańcami Wersalu.
Tak czy inaczej pozostaje przynajmniej kwestia Dionizosa i Hestii, którą już kiedyś dyskutowaliśmy w Portyku. Chciałbym zaproponować rozwiązanie, które — moim zdaniem godzi kilka z tych wersji. Proszę potraktować to jako pewien eksperyment myślowy.
Gdy wyobrażamy sobie (plastycznie i antropomorficznie) siedzibę Bogów, to zwykle siedzą oni w kręgu z Zeusem na honorowym miejscu i Herę u jego boku. Otóż chciałbym spojrzeć na Olimpijczyków w nieco innej perspektywie, przez światło, jakie rzucają wypowiedzi Heraklita:

Przeciwstawne zbieżne… z rzeczy zróżnicowanych najpiękniejsza harmonia. I wszystko powstaje ze sporu.[46]
Nie pojmują, jak zróżnicowane z samym sobą jest zgodne: harmonia zwrot­nej mocy, jak w łuku i lirze.[48]

Wszyscy znamy historie o kłótniach między Bogami. Odruchowo traktujemy je jako coś gorszącego, niestosownego. A może to właśnie o to chodzi? Może z napięć między Bogami wypływa najwyższa harmonia? Napięcie zresztą nie musi wyrażać się w sporze. Czym byłyby nasze domy, gdyby nie opozycja Hermes — Hestia? Opozycja między Aresem a Afrodytą wyraża się bardzo pięknie i bez kłótni, choć taka ma miejsce między tą ostatnią a Herą. Napięcie między Dionizosem a Apollinem klasycznie rozrysował Nietzsche. Również między Ateną a także Posejdonem widzimy wyraźne napięcia. Postanowiłem właśnie napięcia i konflikty obrać za wskazówkę pozwalającą uporządkować wzajemne relacje między członkami najwyższej rady.
Pomocne wydały mi się w tym niektóre koncepcje astrologiczne. Astrologia również ma do czynienia z dwunastką, wprawdzie znaków zodiaku, na tle których przesuwają się planety, ale wyróżniła również szereg terminów opisujących zarówno relacje między planetami jak i między znakami zodiaku. Najważniejszych (bo najsilniejszych) jest pięć takich relacji. Koniunkcja, sekstyl, kwadratura, trygon i opozycja. Odpowiadają one 0, 60, 90, 120 i 180 stopniom odległości kątowej. Trygon i sekstyl to relacje harmonijne, trygon — gdyż łączy znaki o podobnych charakterze (żywiole), sekstyl — łączy znaki o komplementarnych żywiole (np. wodę z ziemią albo ogień z powietrzem). Kwadratura rodzi największe napięcie natomiast opozycja (podobnie jak mniej mnie tu interesująca koniunkcja) ma charakter ambiwalentny — trochę tak jak ze staniem twarzą w twarz — może to być wyrazem wrogości (jak bokserzy na ringu) albo czułości (jak zakochani w kawiarni). Innymi słowy przeciwieństwa mogą się uzupełniać i przyciągać (inaczej w przypadku kwadratury, gdzie mamy ewidentną sprzeczność interesów).
Zacznę od wyliczenia najbardziej oczywistych opozycji między Bogami, zaliczyłbym do nich:
Apollo — Dionizos (zdystansowany intelekt vs ekstatyczna żywiołowość),
Atena — Posejdon (myślenie racjonalne — środek-cel vs myślenie emocjonalne),
Ares — Afrodyta (archetypiczna męskość vs esencja kobiecości),
Hermes — Hestia (na zewnątrz vs wewnątrz).
Pozostałych Bogów aż tak oczywiste relacje komplementarności nie łączą, ale wydaje mi się, że można ich sensownie połączyć w następujące pary:
Hefajstos vs Artemida (techniczne panowanie nad przyrodą vs nieskrępowana dzikość natury)
Hera vs Demeter (rola żony vs rola matki).
Tutaj nie jestem pewien, gdyż można by również przeciwstawić Herę (krępowanie) i Artemidę (swoboda) wtedy Hefajstos stanąłby naprzeciw Demeter (technika vs rolnictwo).
Cały krąg Bogów wyglądałby następująco
Apollo, Atena, Afrodyta, Artemida, Hestia, Hera, Dionizos, Posejdon, Ares, Hefajstos, Hermes, Demeter.

Zapewne najpóźniej w tym momencie powinno się pojawić pytanie: a Zeus? Czy aby pogodzić Hestię z Dionizosem wyrzuciłem przywódcę Bogów? Nic podobnego. Gdzie zatem jego miejsce w tym schemacie? – w centrum! Zeus jest tym, który harmonizuje wszelkie przeciwieństwa, którego rolą jest ich równoważenie i zapewnienie pokoju.
Ale cały układ jeszcze nie jest kompletny, gdyż brak mu dynamizmu. Również Zeus musi mieć swego antagonistę i jest nim Hades. Bez tego ostatniego nic w świecie by nie przemijało (a przemija) a wzrost harmonii w świecie był liniowy (a nie jest).
Chciałbym zaznaczyć, że sam opis relacji między Bogami nie jest tak istotny w moim rozumowaniu, ale „otwarcie” Dwunastki. Poniekąd pozostaje ona nadal Dwunastką, tyle, że zyskuje trzeci wymiar, a koło Bogów oś.
 

Share

Modlitewnik reformowany cz. 2

 

Poniższe teksty modlitw zostały poprawione (czasem znacząco zmienione) 26 stycznia

Modlitwy na pozostałe dni.

PONIEDZIAŁEK

Do Artemidy

Artemido, dziewico niosąca pochodnię Księżyca
Łowczyni, co rządzisz w dzikimi bestiami
I razisz słodkobrzmiącymi strzałami
Wspomagająca rodzące, wychowująca młodzież.
Przybądź bogini, przyjaciółko wyczekiwana
Daj nam pokój i przyjemne zdrowie
A choroby i cierpienie zechciej odesłać na szczyty gór.

do Demeter

Demeter o pięknych włosach, bogini wielce czcigodna
Dawczyni dobrych owoców, i praw co rządzą państwami
Wielka Matko co pory roku sprowadzasz
Bogini ziemi, dawczyni znakomitych darów
Bądź pozdrowiona i pomnóż wielce cieszące owoce,
Wraz z dobrodziejstwami pór roku.


WTOREK

do Aresa

W hełmie złocistym Aresie przemożny i hardy,
zbrojny spiżem i tarczą, państw opiekunie,
w boju potężny, o twardej i niestrudzonej prawicy,
tarczo Olimpu i ojcze Nike niosącej zwycięstwo,
mężów najsprawiedliwszych przywódco, podporo Themidy,
berło dzierżący odwagi, usłysz mnie, ludzi stronniku,
ześlij z niebios na mój żywot moc Aresową,
bym zdołał odpędzić klęskę i ugiął ducha gorliwość!

do Hefajstosa

Mistrzu Hefajstosie wielce sławny swym kunsztem,
któryś razem z Ateną wyuczył ludzi cudownych rzemiosł,
gdy przedtem niby zwierzęta swój żywot w jaskiniach pędzili.
Teraz za Twoją sprawą potrafią trudom podołać z łatwością,
spokoju więc mogą zażywać w swoich domostwach.
Bądź mi łaskawy, Hefajście – o biegłość cię proszę i szczęście!

ŚRODA

Do Hermesa

Bogów zręczny posłańcze,
Obrońco pomocny w walce
I ludzkich uczt towarzyszu
Dawco dobrego losu
W drodze prowadzisz nas trafnie
Bądź ze mną zawsze w potrzebie
I sprytem swoim mnie wspomóż

Share

Modlitewnik reformowany cz. 1

 

Poniższe teksty modlitw zostały poprawione (czasem znacząco zmienione) 26 stycznia

Hymny, tak orfickie jak i homeryckie są hymnami. Mają przede wszystkim wychwalać Bogów, opiewać ich, opowiadać o nich. Ze swej istoty mają więc zastosowanie głównie w nabożeństwach publicznych, takich jak oficjalne święta. Moim skromnym zdaniem niezbyt jednak nadają się do codziennej praktyki prywatnej – po prostu nie są modlitwami. Dlatego postanowiłem zaproponować własny zestaw modlitw do Bogów Olimpijskich. Opierają się ona na hymnach homeryckich, rzadziej zawierają elementy orfickich. W niektórych przypadkach wplotłem elementy innych modlitw (można je znaleźć na stronie pantheionu). Czasem źródeł miałem tak mało, że musiałem improwizować. W tym wypadku pomocą były dla mnie przede wszystkim tradycyjnie przyjęte przydomki.

Proponowane modlitwy mogą wypełnić tygodniowe nabożeństwo, alternatywne w stosunku do zaproponowanego przez Drew Campbella nabożeństwa opartego na hymnach orfickich.

Zaczynamy zapalając świecę i odmawiając modlitwę do Hestii i Hermesa. Potem Modlitwę do wszystkich Bogów zapalając kadzidło. Kończymy modlitwą/ami do poszczególnych Bogów – w zależności od dnia.

  • Czwartek do Zeusa i Hery
  • Piątek do Afrodyty
  • Sobota do Dionizosa
  • Niedziela do Apollona i Ateny
  • Poniedziałek do Artemidy i Demeter
  • Wtorek do Aresa i Hefajstosa
  • Środa do Hermesa

Do Hestii i Hermesa

Hestio, która we wyniosłych siedzibach bóstw nieśmiertelnych
wieczne swe miejsce zajmujesz i cześć odbierasz,
Przybądź, przybądź do tego domu, bo serce masz wielkie,
z Dzeusem przemądrym; a przydaj mocy naszej więzi!

Takoż i ty, bogów posłańcze, noszący laskę złocistą,
dawco szczęścia, bądź mi łaskawy wraz z Hestią czcigodną!

Razem bowiem w pięknych domostwach ziemi mieszkańców
macie siedziby, oboje w swych sercach mili dla siebie.
Pięknym zajęciom sprzyjajcie swą myślą i siłą młodzieńczą!
Bądź pozdrowiona, córko Kronosa, i ty, o Hermesie


Do wszystkich Bogów

Zeusie mądry królu i dzierżący ziemię, kruczowłosy Posejdonie,
Oraz ty wielce potężny władco podziemi,
Persefono i święta, dająca piękne plony Demeter,
Miotająca strzały Artemido, dziewico
i ty promienny Fojbosie, który widzisz daleko
Oraz ty, urodzona z piany bogini, której przypadły w udziale sławne przymioty;
Dionizosie choreuto, Który cieszysz się największą czcią wśród błogosławionych;
Potężny duchem Aresie i święta potęgo Hefajstosa,
Wzywam też Herę, dzielną małżonkę Zeusa Egidodzierżcy;
jak również herolda bogów Niebiańskich, Hermesa Zwiastuna
I wzniecającą walki, dziewicę Palladę,
I wszystkich łaskawych bogów, którym zawdzięczamy dobrą Opatrzność

* * *

Przybądźcie życzliwi, mający uradowane serce
Na tę oto godną bogów ofiarę i libację do świętego przybytku.

* * *

Wzywam teraz Bóstwa zamieszkujące powietrze,
niebo oraz wodę, Ziemię i podziemia, a także ogień,
Gajo oraz [wy] niebiańscy błyszczący święci
Heliosie, Semele i ze wszech miar święty blasku Gwiazd;
Wzywam także najstarszą Noc i przynoszący światło Dzień,
I wielkiego Okeanosa wraz z Okeanidami
Wiecznego Chronosa i świętą wodę Styksu
oraz okrytą ciemną szatą Tetydę
wzywam Kronosa jak i Reę, Matkę nieśmiertelnych
I wszystkie Wiatry i Gromy, z czterech stron Kosmosu;

* * *

Hebe i Eulejtyjo oraz szlachetna mocy Heraklesa;
Jak też [Wy] potężne wsparcie Dikaiosyne i Eusebii.
Wzywam sławne Nimfy i przepotężnego Pana
Wdzięczną Mnemozyne i dziewięć czystych Muz błagam
I Charyty, jak też Hory i Eniautosa,
Pięknowłosą Leto i czcigodną Boginię Dione,
Zbrojnych Korybantów oraz Temidę spoglądającą na ofiary ludzi,
Pistis, jak i Dike znakomitą Prawodawczynię,
I Nike napełniającą rozkoszą i Adrasteę władającą,
a także Asklepiosa, dawcę zbawiennych darów
Atlasa, jak i wielką potęgę Ajona
A także Początek i Kres – bowiem to, co największe, zostało przywołane -

Przybądźcie życzliwi, mający uradowane serce
Na tę oto godną bogów ofiarę i libację do świętego przybytku.


CZWARTEK

Do Zeusa

Zeusie wieloimienny, z bóstw najlepszy i największy
nieśmiertelny, grzmiący mocarzu, potężny duchem,
władco przyrody, wszystkim przez prawo rządzący,
Ludzi ochraniać chciej od głupoty w klęski obfitej,
Wypędź ją z dusz, boski ojcze, i pozwól, by nimi zawładnął
Rozum, z którego pomocą, w słuszności ty rządzisz wszechświatem,
Abyśmy, przez cię uczczeni, i tobie się czcią odpłacili,
Wszędzie czyny twe sławiąc, jak to przystoi śmiertelnym.

do Hery

Wszechwładna Hero, nieśmiertelna królowo o tronie złocistym
Ciebie szczęśliwi mieszkańcy wielkiego Olimpu czczą i szanują
Spełniona małżonko Zeusa egidodzierżcy co świetną urodą jaśniejesz
Ty też świętych więzów strzeżesz co śmiertelników wiążą
Zechciej przybyć, życzliwa, radując się naszą ofiarą.


Do Posejdona

Posejdonie potężny, wstrząsający ziemią i morską pustynią,
Władco mórz, rozbrzmiewający szumem i hukiem,
Kruczowłosy pogromco rumaków, statków wybawco
Dawco radości, pędzący czterokonnym zaprzęgiem,
Utwierdź nieruchomość lądu a nam daj pokój,
zdrowie i pomyślność bez skazy.

PIĄTEK

Do Afrodyty

Afrodyto czcigodna, rozświetlona złotem i piękna
która darzysz śmiertelnych miłymi darami
i zawsze się śmiejesz cudnym obliczem.
Która stąpasz po kwieciu cudownym i morze uśmierzasz
sama dajesz początek wszystkiemu, co w świecie żywe,
Ciebie więc, słodkopieszcząca i lśniącooka, pozdrawiam!
Spraw, bym w agonie zwyciężył, i pieśnią mą kieruj.

SOBOTA

Do Dionizosa

Wzywam, pełnym głosem bluszczem strojnego Dionizosa,
Dzikiego, co przewodzi po lasach głośnym nimf orszakom
Tancerza o bujnych czarnych kędziorach w laur przystrojonych
Ciebie pozdrawiam, Bakchosie strojny w winorośl,
kiedy zaś czas stosowny nadejdzie, wesołość nam ześlij
radość ta niechaj z każdym następnym rokiem powraca!


NIEDZIELA

Do Apollona

Febie strzelający celnie z daleka
Panie wyroczni i Muz Przewodniku
Promienny mocarzu, Hiperborejczyku
Uzdrowicielu i Obrońco obcych
Co wspierasz w walce i zło odwracasz
Przydaj jasności naszym myślom i chroń nasze ciała

do Ateny

Świetlista Bogini, Zeusa mocarna Córo Pallas Ateno
Modroooka, roztropna, o sercu, co nie zna litości,
Co w pięknym rynsztunku państw naszych strzeżesz
I w bój bohaterów idących prowadzisz z radością
Ty, która kształcisz na mężów, ksiąg matko,
Zbawiennych cnót wzmogłaś siłę u śmiertelników
Ucząc ich sztuk oraz rzemiosł wszelakich,
Dusze obdarowałaś mocą twórczego rozumu,
Bądź pozdrowiona, bogini, i daj nam pomyślność i szczęście!


C.D.N.

Share

Pogaństwo reformowane

 

Przewrotnie postanowiłem uznać, że brak zdecydowanej odezwy na poprzednie moje posty to oznaka przyzwolenia, a przynajmniej wyrozumiałości. A zatem brnę dalej i dziś postawię mocniejsze postulaty.

Uważam, że oprócz pogaństwa tradycjonalistycznego, rekonstrukcjonistycznego z jednej strony, a eklektyzmu z drugiej strony, warto zaproponować drogę środka: pogaństwo zreformowane. Co to by miało znaczyć i na czym polegać wyrażę w czterech tezach – postulatach.

1. Reforma teologii.

Uważam, że rozwój teologiczny powinien iść w kierunku większej spójności. Dotyczy to w pierwszym rzędzie panteonu. Po cóż na przykład trzy boginie księżyca? Gdyby jeszcze wyrażały jednoznacznie trzy różne jego fazy, ale bynajmniej, a przynajmniej tego nie wiemy. Nie widzę ponadto sensu wskrzeszania zastępów pomniejszych bóstw lokalnych, przynajmniej w Polsce, bóstwa miejsca powinny być miejscowe. Powinniśmy się skupić przede wszystkim na Olimpijczykach (stąd podoba mi się termin Dodekatheism).

2. Reforma liturgii.

Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, że praktykowanie dawnych rytuałów jest nie tylko kłopotliwe (ofiary całopalne), a często po prostu niewykonalne (hekatomby, czy generalnie ofiary krwawe, które zapewne zaalarmowałyby obrońców praw zwierząt). Poruszaliśmy to też na forum: jaki sens ma ofiarowywania pierwocin roli przez inżyniera informatyka? Postuluję zatem – uchwycić istotę ofiary, znaleźć odpowiedniki jej elementów w naszym współczesnym życiu i odważnie przekształcić dawną praktykę.

3. Reforma hymnodii

Dawne hymny są bardzo szacowne, ale o ile zgodzimy się z pierwszym postulatem, reformy teologii, to naturalnie hymny powinny się dostosować. Na koniec pokażę to na przykładzie hymnu Orfeusz do Muzajosa, który ostatnimi czasy praktykowałem, co dało mi podstawę do szeregu przemyśleń.

4. Reforma kalendarza

Już starożytni uważali, że kalendarz ateński świąt ma za dużo. Jak już o tym pisałem, w innym poście, o wielu świętach niewiele wiemy. Zwykle były one czymś bardzo lokalnym: Ateńczycy świętowali różne wypadki z życia ich herosa, Tezeusza. Wiele poświęconych jest pomniejszym, zapomnianym bóstwom (niektóre z nich już “wyciąłem”). Kalendarz ten opiera się na innym systemie miesięcy, niż ten, według którego żyjemy, chodzimy do pracy, etc. Postuluję zatem: a) miesiące “przypasować” do naszych, b) w każdym miesiącu powinno być święto dla jednego z Dwunastu Olimpijczyków, któremu poświęcony byłby w sposób szczególny cały miesiąc, c) zamiast świętować tylko w pierwszej dekadzie, wprowadzić cykl tygodniowy, nawiązując do kalendarza rzymskiego: Niedziela – dzień Apollona i Artemidy, Poniedziałek – dzień Demeter, Hefajstosa, Wtorek – dzień Aresa i Ateny, Środa -dzień Merkurego i Hestii, Czwartek święto Zeusa i Hery, Piątek, dzień Wenus, Sobota – Dionizos. Czwartek mógłby być pogańskim “dniem świętym”.

Na zakończenie, obiecany zreformowany hymn do Wszystkich Bogów oparty na hymnie Orfeusz do Muzajosa, który jak sądzę, pomoże zrozumieć, o co mi chodzi z tą reformą:

Zeusie królu i dzierżący ziemię, kruczowłosy Posejdonie,
I ty królu podziemi, wielce potężne bóstwo,
Persefono i święta, dająca piękne plony Demeter,
Miotająca strzały Artemido, dziewico
i ty promienny Fojbosie, który zamieszkujesz świętą ziemię Delf;
Oraz ty urodzona z piany bogini, której przypadły w udziale sławne przymioty;
Dionizosie choreuto, Który cieszysz się największą czcią wśród błogosławionych;
Potężny duchem Aresie i święta potęgo Hefajstosa,
Wzywam też Herę, dzielną małżonkę Zeusa Egidodzierżcy;
jak również herolda bogów Niebiańskich, Hermesa Zwiastuna
I wzniecającą walki, dziewicę Palladę,
I wszystkich łaskawych bogów, którym zawdzięczamy dobrą Opatrzność
* * *
Wzywam teraz Bóstwa zamieszkujące powietrze, niebo oraz wodę, Ziemię i podziemia, a także ogień,
Gajo oraz [wy] niebiańscy błyszczący święci
Heliosie, Semele i ze wszech miar święty blasku Gwiazd;
Wzywam także najstarszą Noc i przynoszący światło Dzień,
I wielkiego Okeanosa wraz z Okeanidami
Wiecznego Chronosa i świętą wodę Styksu
oraz okrytą ciemną szatą Tetydę
wzywam Kronosa jak i Reę, Matkę nieśmiertelnych
I wszystkie Wiatry i Gromy, z czterech stron Kosmosu;
* * *
Hebe i Eulejtyjo oraz szlachetna mocy Heraklesa;
Jak też [Wy] potężne wsparcie Dikaiosyne i Eusebii.
Wzywam sławne Nimfy i przepotężnego Pana
Wdzięczną Mnemozyne i dziewięć czystych Muz błagam
I Charyty, jak też Hory i Eniautosa,
Pięknowłosą Leto i czcigodną Boginię Dione,
Zbrojnych Korybantów oraz Temidę spoglądającą na ofiary ludzi,
Pistis, jak i Dike znakomitą Prawodawczynię,
I Nike napełniającą rozkoszą i Adrasteę władającą,
a także Asklepiosa, dawcę zbawiennych darów
Atlasa, jak i wielką potęgę Ajona
A także Początek i Kres – bowiem to, co największe, zostało przywołane -

Przybądźcie życzliwi, mający uradowane serce
Na tę oto godną bogów ofiarę i libację do świętego przybytku.


Komentarz: jak widać, hymn podzieliłem na trzy części. W pierwszej zgrupowałem inwokacje do najważniejszych Bogów, w drugiej do Bogów – personifikacji sił przyrody, w trzeciej do pozostałych Bogów (stosunkowo niewiele wyciąłem, można by odważniej). Podział ten ma znaczenie także praktyczne. W codziennej modlitwie można odmawiać tylko część pierwszą (i zakończenie), a przy odświętnych okazjach – całość.

P.S. Mam nadzieję, że powyższe tezy, w przeciwieństwie do Lutrowych, nie zostaną uznane za prowokację prowadzącą do schizmy. Skoro mogą u nas współpracować różne ścieżki pogańskie, od Słowian do Asatru, a nawet jest miejsce dla hinduistów, to pomieszczą się również różne wersje jednej tradycji.

Share

Na marginesie ateńskiego kalendarza

 

Ciekawe to było doświadczenie, przygotowywanie na stronę ateńskiego kalendarza świąt. Rodzi wiele przemyśleń.

Pierwsze zawarłem w poprzednim wpisie – to przecenianie przez nas mitu. Wyraźnie widać to na przykładzie pierwszego święta: Kronii. Znacie Kronosa z mitologii? To ten brutal, który pożerał własne dzieci. Którego Shinoda Jean Bolen odmalowała jako archetyp patologicznego ojca. Jak wyobrażacie sobie święto na jego cześć? Zapewne nie powinno się obejść bez czegoś makabrycznego. Tymczasem święto to wesołe, rolnicze, pełne zabaw i radości z zebranych plonów.

Kolejne święto, Panatenaja, z barwną procesją niosącą peplos dla Ateny. Jak powinniśmy obchodzić to największe chyba święto Ateńczyków? Przecież po prostu nie da się tak jak oni. Nie jesteśmy ateńczykami, nie mamy nawet swej świątyni. Po drugie, czym to święto powinno być dla nas, co powinno znaczyć? Sądzę, że to nie jest coś, co powinniśmy po prostu przejąć, powinno być to coś, co przekształcamy. Oczywiście różni helleniści dokonują takich reinterpretacji, przykłady ich będę zamieszczał, ale w porównaniu do pierwowzoru pozostają tylko namiastką, przede wszystkim, jeśli chodzi o znacznie. Tak sobie myślę, że więcej by z niego zostało, gdyby zmodyfikować je odważniej. Można by to święto np. przemianować – ciągle blisko pierwowzoru – na święto pogańskich korzeni Europy.

Inna myśl: opracowując kalendarz napotkałem na wiele świąt Bóstw lokalnych, o których tylko z wielkim trudem udało mi się czegokolwiek dowiedzieć, np. to, że byli czyimiś rodzicami czy potomkami. Rodzi to pytanie o granice w których rekonstrukcjonizm jest jeszcze sensowny. Czy mamy z nabożeństwem czcić nimfę strumyka, który przepływał w okolicy Aten, który to strumyk może już nie płynie, a jeśli, to przecież bardzo daleko od naszego domu. Jaki mamy z nim związek? Rutilius ostatnio zaczął bardzo ostro wypowiadać się przeciwko łączeniu panteonów, ale dla mnie aż się prosi, by zamiast tych tajemniczych bóstw powpisywać do kalendarza jakieś nasze rusałki czy boginie Wisły, Odry, Warty – gdzie kto mieszka.

Jeszcze o łączeniu panteonów. Moim zdaniem nie jest to pytanie czy ale jak. Do mnie również nie przemawia prosty eklektyzm i to niezależnie jak uświadomiony – czy na poziomie wicca eklektycznego czy wicca „prawdziwego”. Wydaje się on po prostu sztuczny, nienaturalny. Ale dlaczego obok Zeusa z różnymi przydomkami, czasami czysto lokalnymi, albo już zapomnianymi, których znaczenia możemy się domyślać jedynie z sensu greckich słów, dlaczego obok, albo nawet zamiast jednego z tych Zeusów nie czcić Zeusa Peruna, Władcę Słowian? Dla mnie byłoby to całkiem naturalne.

Inna refleksja okołokalendarzowa: ileż tu ciągle pozostaje znaków zapytania! Nawet w najlepiej zrekonstruowanym kalendarzu często po prostu nie wiadomo, kiedy dane święto się odbywało. A to przecież tylko święta, kwestia daty. A jaki procent wiemy z tego, co się wówczas faktycznie działo? Mówiąc wprost: jaki procent religii pogańskiej jesteśmy w stanie zrekonstruować na drodze badania źródeł? I jak istotne to będą procenty? Weźmy kluczowy przykład: religii greckiej nie byłoby bez misteriów. Były one dopełnieniem, przeciwwagą, uzupełnieniem publicznego kultu polis. Tymczasem tu właśnie mamy olbrzymi wyrwany i zagubiony fragment naszej rekonstrukcyjnej mozaiki. Czym go zapełnić? Sądzę, że są dwie drogi. Albo własną twórczością, jak to próbował sugerować Zaratustra, albo na drodze zapożyczeń z innych autentycznych religii pogańskich. Ale znowu, zapożyczeń bynajmniej nie eklektycznych, ale przetrwaionych, przyswojonych, naturalizowanych do własnej tradycji.

A zatem ostateczny sens moich dzisiejszych prowokacji jest taki: tradycja, którą chcemy kontynuować ma wiele sporych dziur wyżartych przez czas i wrogich ludzi. Czyniąc się niewolnikami tradycji stajemy się niewolnikami tychże dziur. Sądzę, że taki dziurawy twór jest równie cudaczny jak potwór Frankensteina.

Share