Merlin i genetyczni Słowianie
W Polityce z dnia 11 maja br. znajduje się artykuł Agnieszki Kamińskiej Między Jaryłą a Kupałą. I tak czytuję ten tygodnik, więc do artykułu prędzej czy później bym dotarł. Przy zakupie rzuciły mi się w oczy widniejące na okładce słowa "Nasi nowi poganie". Po zerknięciu do środka znalazłem trzystonicowy artykuł o współczesnym polskim pogaństwie. Nie ukrywam, że pomny opisywanego tu kiedyś przeze mnie tandetnego artykułu z Newsweeka Nowa twarz Świętowita, podszedłem do tego tekstu jak pies do jeża. Ku mojemu zdziwieniu zostałem jednak pozytywnie zaskoczony. Niestety, nie obyło się bez kilku zgrzytów. Postaram się pozytywne i negatywne strony artykułu wypunktować.
PLUSY
- artykuł jest napisany solidnie i obiektywnie. Autorka stara się przedstawić temat w miarę zwięźle i ciekawie, w przeciwieństwie do praktyk znanych z Nowej twarzy Świętowita nie podchodząc do sprawy jako do opisu jakichś cudaków i nie sypiąc co drugie słowo niezrozumiałą dla przeciętnego Kowalskiego terminologią typu "chram" czy "wołchw".
-sporo miejsca oddano poganom, by wypowiedzieli się własnymi słowy. Widziałem już na forach rodzimowierczych raban, że w kolejnym miejscu temat zmonopolizował Ratomir Wilkowski. Cóż panowie – to do dzieła, i wy wyjdźcie do mediów. Mnie wyjątkowo wypowiedzi p. Wilkowskiego się podobały, były wyważone i chyba po raz pierwszy bez wciskanych odwołań do własnych koncepcji jako dogmatów pogaństwa ("Metawszechświat" etc.). A jeśli ktoś się dziwi, czemu nie poproszono innych środowisk, może znajdzie odpowiedź w minusach artykułu…
- autorka – i tu dla niej brawa – pokazała przy okazji pogańskie korzenie chrześcijańskich świąt. Wspomniała o wpływie kultu Sol Invictus na Boże Narodzenie czy Dziadów na Zaduszki. Tym większe brawa dla niej, bo pisanie takich rzeczy w poczytnych czasopismach jest w tym kraju nadal nieco tematem tabu, a piszący takie słowa może się spotkać z ostracyzmem. Ot, niedawno, bodajże w Niedzieli, dziennikarzy zajmujących się tematem wpływów pogańskich na obrzędowość katolicką oficjalnie wyklęto…
Kolej na nieliczne, ale wyraziste zgrzyty…
MINUSY
- tematyka artykułu nie wydaje mi się zbyt szczęśliwie dobrana. Próżno szukać informacji o ciężkim losie polskich hellenistów, asatrystach czy przedstawicielach innych, mniejszych ścieżek. Połowę artykułu – co jest chyba zrozumiałe – poświęcono rodzimowiercom. Niestety, drugą jego część zdominowali wiccanie. I akurat ta część jest mało ciekawa. Miało być o poganach, jest o okultystyczno-ezoterycznych sektach synkretycznych. Na domiar złego pani redaktor zaczyna się pod koniec wyraźnie gubić i wyjeżdża z porównaniami do czarodzieja Merlina. Temat zostaje zbanalizowany, artykuł na tym traci…
- pogan portret własny. Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do tego, dlaczego do wypowiedzenia się w tym i innych miejscach o głos proszony jest zawsze p. Ratomir Wilkowski, a poganie od lat i bez lepszych perspektyw na przyszłość traktowani są jako oszołomy, niech zerknie do zamieszczonej w artykule ramki z deklaracjami wyznaniowymi trzech rodzimowierczych związków wyznaniowych. Doktryny dwóch z nich (a więc arytmetycznej większości) pokazują, że gros polskich pogan wciąż tkwi w subkulturach lat 90., w klimatach Konkwisty 88 i Stronnictwa Narodowego Szczerbiec. Co zresztą niedawne demonstracje w dniu 11 listopada, gdy "poganie" z Zadrugi i Niklota paradowali ramię w ramię z ultrakatolickim Narodowym Odrodzeniem Polski oraz Obozem Narodowo-Radykalnym krzycząc "Wielka Polska", dobitnie pokazują. I tak zachęcony być może tematem pogaństwa tzw. przeciętny czytelnik dowie się iż poganinem może co prawda być, ale według RW i SW musi być najpierw: u RW "genetycznym Słowianinem", u SW co prawda tylko obywatelem polskim, ale i tak "preferowane są osoby o słowiańskim pochodzeniu" (czyli co najmniej dwie osoby które znam nie nadają się na rodzimowierców, bo gdzieś w średniowieczu ich przodkowie przywędrowali na ziemie polskie z Armenii). No i muszą mieć życie erotyczne ułożone tak jak Pan Jezus i Pismo Święte nakazują. Wyciągając analogie, większość redaktorów Pantheionu popełnia grzech śmiertelny – czczą bogów helleńskich nie będąc nie dość że "genetycznymi Grekami", to nawet obywatelami państwa greckiego. A co robią pod kołdrą, to jeszcze im nie sprawdzaliśmy… Panowie, macie do dziesiątego pokolenia wstecz czystych rasowo greckich przodków? Nie? To ani mi się ważcie modlić do Dzeusa!


Momencik. Oni nie zabraniają innym czcić Bogów Słowiańskich. Nie przyjmują ich w szeregi swojej organizacji, ale nie bronią oddawania czci czy modlitwy.
[quote]gros polskich pogan wciąż tkwi w subkulturach lat 90., w klimatach Konkwisty 88 i Stronnictwa Narodowego Szczerbiec[/quote]
Nie wiem jak to się ma z innymi religiami politeistycznymi, ale w Polsce, z tego co jest mi wiadome, ogromna część rodzimowierców słowiańskich zaczynała od słuchania właściwej muzyki. Z dostępem do internetu łatwo trafić na zespoły typu Honor, K88 i rzeszę innych, w których utworach odwołują się do dawnej wiary. Owszem, zdarza się tam wartościowa muzyka, ale kiedy słyszę o białych/aryjskich Bogach (głównie nordyckich) przemieszanych z sieg heil, to coś raczej jest nie tak. Nie przeczę, obserwuję tę scenę właśnie ze względu na pojawianie się w utworach wątków pogańskich. I myślę, że główny problem stanowi przemieszanie elementów lub nawet, o zgrozo, pełni narodowego socjalizmu z rodzimowierstwem. Słuchacz kieruje się zasadą: skoro oni mogą, to czemu ja nie mogę?
W dzisiejszym, najnowszym numerze Polityki art. ogólnie o neopoganach
w Polsce: “Między Jaryłą a Kupałą”, strona 53. Pomimo tego, że nie
uwzględniono kilku istotnych zmian autoryzacyjnych, art. wypada
całkiem nieźle. Przymknąć też trzeba oko na drobne babole jak
“wczesnochrześcijański gród” (domyślam się, że chodziło o
wczesnośredniowieczny) czy choćby literówkę w nazwisku jednej z osób,
na wypowiedziach, których skonstruowany został artykuł (można też było
wybrać fotkę – do części tyczącej Wicca – ze zgrabniejszymi
wiccankami;). Całość uznać trzeba jednak na plus (wymieniono np.
kolejno – w wyróżnionej ramce – trzy czynnie działające formalnie
zarejestrowane związki rodzimowiercze). Rzadko kiedy zdarza się
bowiem, żeby prasa uznała wszystkie nasze uwagi autoryzacyjne – a
przecież nie będziemy z tego powodu całkowicie unikać kontaktów z
mediami. Często natomiast po takich publikacjach w prasie (choćby i
tego rodzaju jak onegdaj wcześniejsza o poganach w Neewsweku, do
której można było mieć znacznie więcej zastrzeżeń) nasila się
zainteresowanie rodzimowierstwem, gdzie na stronach poszczególnych
związków wiarę przodków można przedstawić już rzetelniej…
Pytanie tylko, ilu osobom uniemożliwi to formalne zarejestrowanie się i ile osób doń zniechęci
I jak to sprawdzić? Robione są badania genetyczne przed wypełnieniem deklaracji członkowstwa by wykluczyć geny żydowskie?
Cała sprawa rozbija się tu o to, że nie mamy do czynienia z myśleniem pogańskim, a nacjonalistyczno-rasistowskim. Jako poganin czczę tutaj swoich bogów, ale będąc w Grecji, Japonii czy Zimbabwe złożę ofiarę tamtejszym bogom, jak i z radością ujrzę przybyszy stamtąd na obrzędzie ku czci bogów słowiańskich. A “genetyczny Słowianin” jak postąpi?
A moim zdaniem cała ta dyskusja pozostaje w sferze czysto akademickiej, bo i tak każdy wierzy “po swojemu”… Jeśli zbierze się pewna grupa osób o stosunkowo zbieżnych poglądach, mogą zorganizować się, lub przyłączyć do istniejącego, reprezentującego te same poglądy, związku wyznaniowego. Istotne by w tym wszystkim umieć dostrzec różnicę miedzy wiarą, a polityką, miedzy sacrum, a profanum…
Zacznijmy od tego, że obecnie właściwie nie zdarza się “formalne wstąpienie” do związku ani nawet wypełnienie deklaracji członkowskiej. Główna aktywność to obrzędy na które przychodzi kto chce i nikt nie wnika. Nawet gdyby przyszedł Japończyk nikt by go nie wygonił, chociaż z pewnością patrzono by dziwnie (pomijając fakt, że pewnie jest japońskim rodzimowiercą tj. shinto z pokolenia na pokolenie od ponad 500 lat jeśli nie więcej).
Poza tym w związku poglądy są na prawdę różne i nie właściwe jest równanie wszystkich do jednego. Nie pamiętam też by ktokolwiek i kiedykolwiek badał czyjś rodowód. Owe “genetyczne pochodzenie” było wzmiankowane na II Rodowym Słowiańskim wiecu w Kobryniu na Białorusi (7 sierpnia 2004 r.). Dalej wspomniane jest (małymi literami) o “rodzimej słowiańskiej wierze”.
Hmm, skoro zapis jest 1) martwy, 2) odstręczający rozsądnych ludzi, to po co go utrzymujecie?
To zrozumiałe, że ludzie do pogaństwa przychodzą z różnych kierunków (z katolicyzmu, nazizmu, ekologii czy czego tam jeszcze), wnoszą z sobą swój bagaż. Kwestia, co się z tym, co przynieśli dzieje – czy jest wzmacniane, czy temperowane.
A więc najpierw “genetyczne pochodzenie”, a dopiero potem gdzieś małymi literami mowa o rodzimej wierze. To tylko pokazuje, jakie są istotnie priorytety i o co tak naprawdę chodzi…
To pytania do Starszyzny. Mnie nikt nie pytał o pochodzenie ani go badał. Feanaro, nie stawiał bym podobnych tez – to zupełnie nie potrzebne. Gdyby priorytety były takie o jakich mówisz to na obrzędzie sprawdzano by wszystkim rodowody
To nie eugenika. Mało kto współcześnie zna swój rodowód nawet do 4 pokolenia wstecz. Zapis jest a co z nim zrobi współcześnie Starszyzna to ich sprawa ale jak pokazuje praktyka efektu nie ma żadnego.
Hmmm jak dla mnie wszystkie podziały “genetyczne” są bez sensu i na szczęście Asatru powoli się od tego uwalnia a w wielu miejscach już jest wolne…Nie jesteśmy przecież w stanie cofać się z genealogią do czasów pogańskich a to musielibyśmy zrobić aby mieć jakieś podstawy…
Jeśli też mamy być ortodoksami to musimy pamiętać iż naszym przodkom zapewnie nie przeszkadzało że ktoś z poza “Słowiańszczyzny” wyznaje ich bogów.
>Zacznijmy od tego, że obecnie właściwie nie zdarza się “formalne wstąpienie” do związku ani nawet wypełnienie deklaracji członkowskiej.
[---]
Może m.in. z tego właśnie powodu? Może wolą tak na wszelki wypadek nie podpisywać się nazwiskiem pod tego rodzaju sformułowaniami? Inne związki (nie posiadające tego rodzaju zapisów) odnotowują jednak “formalne przystąpienia”, a ich działalność bynajmniej nie ogranicza się do “przeprowadzania obrzędów”…
[---]
> Poza tym w związku poglądy są na prawdę różne i nie właściwe jest równanie wszystkich do jednego.
[---]
Zgodzić się można co do tego, że powinno unikać się zbytniego generalizowania i nie powinno się “równać wszystkich” RODZIMOWIERCÓW “do jednego”, ale już czy poszczególne związki nie są przypadkiem po to, aby zrzeszać ludzi, którzy podzielają dane przekonania (które precyzuje dany związek właśnie w ramach swoich zapisów)? W końcu osoby, które zrzeszają się w ramach związku A, winny reprezentować jakieś wspólne założenia, które skupiły ich właśnie w ramach tegoż związku A, a nie w ramach związku B, C lub D. Z tego samego powodu osoby przynależące do związku A, wskazują w większości te same powody (lub ich brak) dla których nie wybrały przynależności w ramach związku B , D lub D, w pewnym zakresie reprezentujących inne podejście do danych kwestii. A skoro tak, to raczej trudno mieć za złe redaktorom tej czy innej gazety, że przedstawiając poszczególne związki skupiają się m.in. na tym co te związki wyróżnia w ramach ich własnych zapisów. Innymi słowy jeśli przeszkadza wam podkreślanie tego co wyróżnia was z pośród pozostałych, usuńcie lub poprawcie własne zapisy które to powodują i za które sami ponosicie wyłączną odpowiedzialność (nikt wam bowiem tych zapisów do statutu na siłę i bez waszej wiedzy nie wcisnął, tak jak nikt nie zmuszał was do zadeklarowania przynależności do tego czy innego zwiazku).
[---][---]
> Zapis jest a co z nim zrobi współcześnie Starszyzna to ich sprawa ale jak pokazuje praktyka efektu nie ma żadnego.
[---]
??? … No chyba jednak nie do końca, szczególnie jeśli jest to jeden z zapisów regulującym stosunek formalnego związku zarejestrowanego w MSWiA. W tym sensie pytanie Zaratusty nadal pozostaje otwarte. Pomijam, że w świetle powyższego, taka wypowiedz jest co najmniej dziwna, bo analogicznie które jeszcze z waszych zapisów “w praktyce nie odnoszą żadnego efektu”? Czyli w rzeczywistości co was np. faktycznie rożni (po za “martwymi” zapisami) od związków B, C lub D, spośród których uważacie się często za “jedyny, prawdziwy, rodzimowierczy i słowiański”?