Jesus Camp po polsku
Wczoraj późno wróciłem do domu, więc pozwoliłem sobie dzisiaj wstać później niż zazwyczaj, około godziny 9.30. Jak zwykle zacząłem dzień od wypicia wczorajszej herbaty którą zrobiłem sobie przed snem i jak zawsze zapomniałem wypić oraz zjedzenia grejpfruta. Nie bardzo miałem ochotę cokolwiek robić od samego rana, więc podczas konsumpcji śniadania włączyłem telewizor. Program 1. Na ekranie telewizora widzę grupkę dzieci i faceta w białym fartuchu. Przed nimi stół, a na nim próbówki i karafki z rozmaitymi cieczami. O – myślę – jakiś ciekawy program dla najmłodszych. Niestety następne sekundy rozwiały moje przewidywania. Zmyliły mnie te próbówki, które kazały mi myśleć że TVP chce nauczyć milusińskich podstaw chemii. A nie był to żaden ciekawy program dla najmłodszych w rodzaju osławionych „Zrób to sam” czy „Sondy”.
Pan w białym kitlu pokazuje dzieciom dużą karafkę. Widzicie – mówi – to jest jak wasza dusza. Bierze następnie do ręki próbówkę za jakąś śmierdzącą substancją, zapewne pochodną siarki, której zapach przyprawia dzieci o grymas. A to co tak brzydko pachnie, to jest grzech. Zawartość próbówki zostaje wlana do karafki, zmieniając jej kolor na niebieski. Widzicie, tak oto grzech może zanieczyścić waszą duszę. Im go więcej, tym bardziej zmieni się kolor. Należy się wystrzegać grzechu. A grzech to jest… –tu nastąpiła jakaś definicja której nie słuchałem na skutek wyjścia do kuchni. Gdy wróciłem, na ekranie telewizora leciał dalszy ciąg scenki. Facet w kitlu tym razem był przy swoich próbówkach już sam. Nagle wchodzi dziecko z wystawionym językiem, na który pokazuje palcem. Jesteś chory? – pyta nasz bohater – Boli cię język? Dziecko odpowiada: nie, ale chcę go amputować. Zdziwiony lekarz pyta dlaczego. Bo w Ewangelii napisano: Jeśli twoja ręka jest przyczyną grzechu, odetnij ją i wyrzuć. Jeśli twoja noga jest przyczyną grzechu…
Dalej już mimo szczerych chęci nie oglądałem, musiałem wyjść. Byłem mimochodem widzem programu „Ziarno”. W ten to sposób publiczna telewizja pierze od maleńkości mózgi dzieci na pożytek Naszej Matki Kościoła. Gdy patrzyłem na twarze dzieci z „Ziarna”, to momentami niewiele im brakowało do bohaterów filmu „Jesus Camp”.

