Telewizja katolicka

Telewizję oglądam rzadko. Dobre filmy lecą w środku tygodnia o 2 w nocy, a tańce z wszelkimi gfiassdami i innymi Indiańcami na lądzie, pod wodą i w powietrzu mnie nie interesują. Raz na tydzień odwiedzam wiadomości na Onet.pl żeby zobaczyć co u hołoty słychać.

W miarę orientuję się jednak co w telewizji słychać. Miałem swego czasu TV Trwam, jednak najwyraźniej w wyniku spisku masońsko-żydowskiego loży Mała Oglądalność wyleciała ona z ramówki. Miast tego zainstalowano mi inną katolicką telewizję, Religia TV. Muszę przyznać, że w porównaniu do katolickiego głosu w twoim domu jest to dużo lepsza stacja, ma nawet ciekawą publicystykę (program red. Hołowni ze Złotych Tarasów) i programy przyrodnicze.

Dość o tym. Katolicką TV mam. Od niepamiętnych czasów TV Puls szuka inwestorów, ale jest to niezwykle ciężkie, gdy taki inwestor musiałby zachować „katolicko-społeczny” profil stacji. Przy okazji ostatniego, odrzuconego niestety projektu ustawy medialnej było głośno o tym by w statut TVP wpisać jakieś tam „wartości katolickie”. Nie wiem, co to są te „wartości katolickie”. Jeśli natomiast chodzi o katolicką propagandę, to nasza TV radzi sobie wprost wybornie. Ponieważ telewizję oglądam rzadko, to nie znam wszystkich zapewne przykładów, ale jest to na tyle rażące w oczy że szybko idzie to wychwycić.
Jest taki serial co się zowie „Plebania”. Katolicka sielanka – zapadła wioska z dala od cywilizacji. Zamieszkują ją bohaterowie pozytywni – brudni, biedni, bezrobotni, z problemami alkoholowymi. Ale wierzący. Nad wszystkim czuwa ksiądz proboszcz. Brak słów by go opisać. Jest niezwykle mądry i przenikliwy, zawsze wszystko wie i z każdym problemem umie sobie poradzić. Ach, ach, cóż za katolicki raj. Ale są i zgrzyty. Oto jest bowiem niedobry, czarny charakter. Zowie się Janusz Tracz. Dlaczego jest zły? W sumie niewiadomo. Ale jest bogatym biznesmenem i nie wierzy w Boga. W przeciwieństwie do naszych miłych, dobrych i kochanych mieszkańców wsi jest ubrany zawsze w dobry garnitur, mieszka w willi, ma pieniądze, a zamiast spożywanego od rana do zmierzchu piwa pije raz na jakiś czas szklaneczkę dobrego koniaku. Wstrętny burżuj. W dodatku ateista. A reszta już implikuje się sama – jest strasznym skurczybykiem, robi przekręty (bo jakby się inaczej dorobił?) i czyha cały czas na moralność bohaterów serialu.

Wczoraj miałem okazję oglądać jeden z odcinków Plebanii. Oto pojawił się nowy wątek. Konflikt w szkole. Ksiądz katecheta vs nauczyciel fizyki. Nauczyciel fizyki jest ateistą i członkiem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Wobec tego postać ta jest nadpobudliwa, mówiąca nieskładnie a także nie umie sobie znaleźć życiowej partnerki wskutek czego korzysta z usług prostytutek. We wczorajszym odcinku starł się słownie z księdzem proboszczem. Ksiądz proboszcz wygłosił litanię o Bogu, a nasz zmieszany nauczyciel-ateista z wyrazem ogromnego zakłopotania na twarzy wydukał jedynie jakiś bezsensowny frazes zaczynający się od słów „a Wolter powiedział…”. Ja już wiem, że za najbliższe 100 odcinków nasz ateista-idiota się nawróci, a nawrócenie spowoduje że przestanie korzystać z usług tirówek i znajdzie sobie żonę. Och, ach.

Jest też w TV jakiś będący ponoć wielkim hitem serial „Ojciec Mateusz”. Oto w Sandomierzu panuje zło i bezprawie. Zidiociała policja nie umie sobie dać z nim rady. Ale oto zjawia się nasz przyodziany w sutannę superman Ojciec Mateusz, który poradzi sobie z wszystkimi przestępcami. Utkwiło mi w pamięci zdanie skierowane przez naszego księdza do jednego z policjantów – „potrzebuję wyników śledztwa”. Oto inkwizycja przejmuje sprawę z rąk trybunału świeckiego. Drżyjcie diabły, ateiści, heretycy i inni złoczyńcy.

Połączony obraz biednej wsi, durnej policji i wszechwładnego, mądrego kapłana kilka lat temu znakomicie uwieczniony został w filmie „U Pana Boga za piecem”. A ostatnio po Sandomierzu urządzane są wycieczki turystyczne „Śladami Ojca Mateusza”. I na co tu jakaś „katolicka” telewizja, skoro mamy publiczną?

Share

Leave a Response