Ostatnio za sprawą TVN-owskiej emisji nagłośniono znany już wcześniej niektórym odcinek "Boso przez świat", nagrany w buddyjskiej świątyni w Tajlandii. Nakręcony gdy jeszcze p. Cejrowski pracował w TVP. Ze względu na zawarte treści władze Telewizji Publicznej nie wyemitowały programu, który krążył od tego czasu po internecie.
Cejrowski, zazwyczaj robiący w swoim programie błazna z siebie poprzez wykorzystanie faktu bycia na wizji do publicznego głoszenia swoich dziwacznych poglądów, tym razem poszedł na całość. W czasach rządów zwolenników Jarosława Kaczyńskiego w TVP pan Cejrowski był zapraszany jako "dyżurny autorytet" do wszystkich niemal programów. Już nie tylko do pana Pospieszalskiego, ale nawet do co drugiego "Minęła dwudziesta". W swoich wystąpieniach roztaczał wizję udręczonych, wyśmiewanych i zwalczanych katolików, których niedługo będzie się rzucało lwom w cyrku. Oczywiście sam się wykazywał iście chrześcijańską, pełną miłosierdzia i pokory postawą, z której jest tak powszechnie znany ("od pedziów nie biorę bo się zaHIVię", "wszystkich won!", "pan nie jest katolikiem panie Hołownia i zaraz wyjdę ze studia!").
W osławionym odcinku "Boso przez świat" zajął się buddyzmem Wzorem prawdziwego chrześcijanina, który to jest wyśmiewany i poniżany, sam pojechał wyśmiewać i poniżać. Wykorzystał wizytę w świątyni jako okazję do kpin, jednocześnie wykazując się całkowitym brakiem elementarnej wiedzy na temat tej religii. Kpi sobie z mnicha błogosławiącego wiernych święconą wodą. Z wiernych wrzucających dary do puszek. Chociaż wystarczy przenieść się do kościoła katolickiego, by zobaczyć taki sam obrazek: wiernych wrzucających pieniądze do skarbonek i błogosławionych przez księdza, to z jednego śmiać się wolno a z drugiego nie. Bo to katolicki kult, więc się nasi prześladowani obrażą. Zagadnienia boga/bogów w buddyzmie wbrew temu co Cejrowski wmawia nieświadomym widzom nie sprowadza się do "boga nie ma". Zagadnienie istnienia czy nieistnienia bogów nie jest po prostu obszarem zainteresowania buddyzmu. Buddyzm skupia się na innych sprawach, na innych celach, kwestia boga jest drugorzędna lub nie odgrywa żadnej roli. Są różne odłamy buddyzmu, mające różne zapatrywania na kwestię sił nadprzyrodzonych. Są buddyści czczący w swoich świątyniach bogate panteony lokalnych bóstw, a są też i tacy którzy prezentują postawę "ateistyczną" – roztrząsanie spraw boskich jest im potrzebne jak przysłowiowy rower rybie. By zrozumieć kwestię "bóg w buddyzmie" trzeba poczytać trochę fachowej literatury, a nie postrzegać tego przez pryzmat niewierzenia w chrześcijańską Bozię. W Bozię nie wierzą, wierzą w "złotego cielca" (Wojtek zobaczył figurkę barana, która mu akurat pod tezę pasowała).
W pewnym momencie Wojtek próbuje zaszpanować wyczytaną pewnie gdzieś na szybko biografią Buddy. Ale już widząc figurę siedzącego Buddy ze smokiem nad głową zaczyna interpretować wszystko przez pryzmat chrześcijaństwa. Smok okazuje się "symbolem zła znanym nam z Apokalipsy". Cholera wie, skąd niby w buddyzmie Apokalipsa (Cejrowski pewnie jakąś bzdurną tezę by na to znalazł). Gdyby tę biografię Buddy doczytał uważnie i uruchomił proces myślowy, to by wiedział że chodzi o kuszenie go przez Marę pod drzewem Bodhi. Ale dla Cejrowskiego jest to jakiś "demon przyzwany, by chronić medytującego przed słońcem i deszczem". By tezę o "złym" podbudować, zaczyna szukać po świątyni wizerunków smoków i podobnych rzeczy typu głowy węży. Chyba nie widział gargulców i maszkaronów na kościołach gotyckich. Ale zapewne to są przedstawienia jakiegoś innego, "dobrego" szatana, do którego się modlą chrześcijanie? Dowodem podbudowującym tezę o wielbieniu przez wyznawców buddyzmu chrześcijańskiego Lucyfera ma być zacytowany przez Cejrowskiego jakiś wyrwany z kontekstu fragment tekstu tybetańskiego. Tybetański buddyzm jako należący do tradycji wadźrajany jest całkiem odmienny od prostego i skromnego zen. Jest barokowy, bogaty, mistyczny. Zaludniają go całe zastępy demonów, duchów, pełen jest magicznych praktyk. Tak się jednak składa że owe straszliwe demony, przedstawiane na tybetańskich thankach jako wielookie bestie z kłami i szponami, nie są żadnymi diabłami do których modli się Dalajlama, prosząc je o zniszczenie niebuddyjskiego świata. Ba! To nie są nawet istoty istniejące realnie. Demony wadźrajany to projekcie ludzkiego umysłu, wszelkie nasze przywary, słabości, pożądliwości, namiętności. Wyglądają straszliwie, bo są ohydne, lecz tylko na pozór są straszne i należy z nimi walczyć. Ale by o tym wiedzieć, wystarczy przeczytać chociaż poświęconą tematowi "Tybetańską Księgę Umarłych", która została przełożona z oryginału na język polski. Ale taka lektura to pewnie za dużo jak na możliwości intelektualne Wojtka, poza tym Bozia mu zabrania takie rzeczy czytać (lepiej książki po chrześcijańsku palić). Zamiast chociaż trochę liznąć temat, woli Wojtek chodzić po buddyjskiej świątyni, mówić na modlących się "głupie ludzie", opowiadać niestworzone rzeczy o tym że buddyzm to nie religia lecz zbiór satanistycznych praktyk służących przyzywaniu piekielnych demonów na swoje usługi.
Cejrowski stwierdził w wywiadzie, że przedstawił rzeczywistą wiedzę na temat buddyzmu i konsultował się z jakimiś "specjalistami". Zapewne z siostrą Michaelą Pawlik, która twierdzi m.in. że Budda Majtreja to Antychryst którego przyzywają wyznawcy New Age, by przyszedł i zniszczył chrześcijaństwo. Która jeździ po kościołach z wykładami na temat karate i judo, których ćwiczenie prowadzi do "zniewolenia umysłu przez szatana". Dla Wojtka to może być autorytet, to w końcu jego poziom postrzegania świata.
PS Filmik oczywiście po nagłośnieniu całej afery zniknął z Youtube i innych serwisów. Zapewne podobnie jak w przypadku słynnego wywiadu Hołowni z Cejrowskim, pan Wojtek po tym jak wyszedł na debila pragnie całą sprawę tak podobno pogardzanymi przez niego metodami stalinowskimi wymazać.




