Chrześcijański freestyle

Osobie, która niewiele wie o religii, a takich jest multum nawet w na pozór bardzo katolickim państwie polskim, może wydawać się, że chrześcijaństwo to monolit, którego szczytem stabilności jest Kościół Rzymskokatolicki. Wiele osób uważa również, że wszystkie trzy wielkie
monoteizmy (judaizm, chrześcijaństwo i islam) wyznają tego samego Boga, pod inną zaledwie nazwą. Pewne grono ludzi uważa znowu, że w każdej
religii występuje promień prawdy. Wszystkie te rzeczy to oczywiście wymysł i chrześcijańska propaganda, którą możemy włożyć między smoka
wawelskiego i krasnale.

Zacznijmy od problemu najszerszego, czyli promienia prawdy w każdej religii. Razem z postępem cywilizacyjnym i budzeniem się świadomości
społecznej Kościół musiał powziąć pewne kroki, aby utrzymać swoje owieczki w wierze. Ilość przeróżnych religii o ile nie stanowiła problemu sama w
sobie, obnażyła naukę Kościoła utrzymującą, że tylko religia chrześcijańska zapewnia ludziom zbawienie. Ludzie coraz częściej zaczęli zauważać dość
poważny problem – jeśli osoba nie przyjęła wiary w Chrystusa z tak prostego powodu, jak po prostu nieznajomość jej – jakże miłosierny Bóg może
karać ich za to wiecznym cierpieniem? Razem z nowinkami na temat czyśćca, czy demontażem piekła dla niemowląt zaczęto nauczać, że samo
postępowanie zgodne z etyką chrześcijaństwa implikuje przynależność do rodziny chrystusowej, co w konsekwencji umożliwia zbawienie. Jest to
oczywiście całkowicie sprzeczne ze słowami Jezusa (Mk XVI, 16):
 

Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.

Uczciwość nakazuje dodać, że odnosi się to jedynie do ludzi, którym nauka chrześcijańska została przekazana – jeśli mimo to nie uwierzył, zostanie
potępiony. Tak właśnie Jezus odnosi się do innych religii. Jeśli ktoś słyszał co ponoć czynił Chrystus, a mimo to uważa to za bajkę (a takich ludzi jest wiele na
całym świecie, nie tylko w europie) będzie na wieki cierpiał w piekle. Dodam jeszcze, że ów promień prawdy i krytyka przymuszania do religii zostały
ustanowione na Soborze Watykańskim II, czyli w latach 60-tych XX wieku! Czyżby wcześniej Kościół był innego zdania? Ciekawym faktem jest również,
że wielu duchownych nadal naucza, że tylko człowiek ochrzczony zostaje zbawiony. Ciekawe jak godzą wizerunek miłosiernego Boga z wtrącającym
niewinnych ludzi na wieczne męki.

Trzy wielkie monoteizmy, religie mające Abrahama u podstaw. Żydzi wyznają jedynie Torę, chrześcijanie zbudowali swą wiarę na objawieniu Chrystusa
i wyznają zarówno Stary jak i Nowy Testament. Muzułmanie wierzą w słowa proroka Mahometa, nie odrzucają judaizmu, ani objawienia Chrystusa,
którego uznają za proroka. Twierdzą jednak, że wyznawcy owych religii zniekształcili boski przekaz, stąd zaszła konieczność, aby archanioł Gabriel
objawiając się Mahometowi wyprostował całą sprawę. Czy jednak jest to wiara w tego samego Boga? Czy żądny krwi starotestamentowy JHWH,
gniewny, srogi i zazdrosny może być tym samym Bogiem co nieskończenie doskonała chrześcijańska Trójca Święta? Czy Allah, który jest zbyt
dostojny, aby mieć syna może być tą samą istotą co Bóg Ojciec chrześcijański? Czy ten sam Bóg może przedstawić dwa odmienne kodeksy moralne?
Jak bardzo musiałbyś być naiwny, by dać sobie wmówić, że osoba, która ma syna i osoba, która go nie ma różni się tylko nazwą? Jak bardzo
musiałbyś być naiwny, aby dać sobie wmówić, że sroga, gniewna, zazdrosna, żądna krwi i nakazująca mordować osoba różni się od miłosiernej jedynie
imieniem? Czy zatem może być to ten sam Bóg? Jeżeli sprawę rozpatrzymy z punktu widzenia pojęcia gatunku u Arystotelesa – owszem. Jednak nadal
tożsamość będzie jedynie gatunkowa (według Arystotelesa człowiek jako gatunek jest jeden – gatunkowo ja i Ty to ten sam człowiek). Po chwili
namysłu różnicę widać wyraźną. Wniosek nasuwa się prosty – wyznawcy tych trzech monoteizmów nie wierzą w jednego Boga – wyznają trzy różne
osobliwości, które mają wspólnych tylko kilka cech takich jak wszechmoc, wszechwiedza, czy wieczność. Ty zapewne też masz kilka cech ze mną
wspólnych – ręce, oczy, głowę, w ten sam sposób się ukształtowaliśmy do obecnej formy i zapewne posuwając się po drzewie genealogicznym
dotarlibyśmy w końcu do wspólnego przodka. Oczywiste jest jednak, że jesteśmy innymi osobami. Bajka o jednym Bogu trzech monoteizmów została
uknuta w celu przekonania ludzi, że tak naprawdę ich Bóg ma większy zasięg, aby ostudzić troszkę falę sceptycyzmu wywołaną rozumnym podejściem
do problemu wielości religii.

Co się tyczy samego chrześcijaństwa, tutaj też mamy multum wyznań. Tworzą się zwykle z podziałów, z odłamów. Podziały istniały od początku, jak
tylko nauka Jezusa zyskiwała na popularności, rodziło się coraz więcej nowych pomysłów jak stworzyć z niej doktrynę religijną. Rozpoczynając od
arianizmu idąc dalej przez wielką schizmę, protestantów, Świadków Jehowy itd. Mnożyć można by było długo. O ile Kościół Rzymskokatolicki,
ewentualnie prawosławny może poszczycić się tradycją sięgającą do pierwszych wieków chrześcijaństwa, ustanowieniem dogmatów, systematyki i
przede wszystkim Biblii, inne wyznania nie mają już takich asów w rękawie. Stanąć muszę z konieczności w obronie katolicyzmu, bo ten w odróżnieniu
od wszystkich innych jest konsekwentny jeżeli chodzi o tradycję. Wszystkie inne wyznania bazujące na Biblii popadają w nie lada sprzeczność.
Kościół ustanowił kanon ksiąg jakie dziś znamy w Piśmie Świętym, oddzielił ewangelie od apokryfów, księgi natchnione od pisemek gnostyckich. Jestem
zdania, że wszystko to nie głosi prawdy i jest wymysłem człowieka. Jeśli jednak jakieś niekatolickie wyznanie bazuje na Biblii, zgadza się z
Kościołem co do ustanowionego kanonu. Jeśli nie zgadza się w innych kwestiach wiary – nie widzę powodu, aby właśnie Biblię traktować inaczej.
Nasuwa się jednak tutaj pytanie. Czy Bogu podoba się taka ilość jeśli już nie religii, to wyznań? Dlaczego Duch Święty nie czuwał nad Kościołem, aby
nadal stanowił monolit? Dlaczego jeśli Bóg istnieje pozwala ludziom błądzić? I pytanie nadrzędne, dlaczego jeśli jest jeden Bóg, to aby się objawić
korzystał z takich samych metod jak wszyscy inni “fałszywi” bogowie?

Zawędrowałem już dość daleko, więc wracam do tematu, który skłonił mnie do napisania tego tekstu. Pierwszym problemem jest poziom wiedzy
religijnej wierzących. Jest to problem do szerszego rozpatrzenia dla socjologa, jednak i ja nie mogę przejść obojętnie obok tego zjawiska.
Przytłaczająca większość katolików nie zna nawet podstawowych dogmatów wiary. Często gdy mam okazję rozmawiać o religii z katolikami, widzę
wielkie zdziwienie na ich twarzach, a wręcz niedowierzanie gdy opowiadam im o takich dogmatach jak transsubstancjacja, zdziwienie wywołują
również daty ustanowienia poszczególnych dogmatów np. wniebowzięcia, lub niepokalanego poczęcia NMP. Katolicy nie znają również w ogóle Pisma
Świętego – słysząc o jakiś kontrowersyjnych fragmentach w pośpiechu wertują Biblię (jeśli ją już posiadają) nie mogąc uwierzyć, że właśnie to
zawiera ich księga natchniona – a i tego większość nie wie, co oznacza, że Biblia jest natchniona – wielu twierdzi, że jest podyktowana przez Boga. Ludzi takich jest zdecydowana większość. Są jednak i tacy, którzy doskonale orientują się w sprawach wiary, znają dogmaty, a po Piśmie Świętym
poruszają się jak ryby w wodzie. Do tej grupy można zaliczyć również osoby duchowne. W dyskusjach spełniają często rolę apologetów, sprawnie i
zgrabnie tłumacząc wszystkie zawiłości i niejasności wiary. Często próbując wyjaśnić problemy na pozór nie do obrony, zapędzają się tak daleko, że
niemal im się to udaje. Niemal, gdyż wyjaśniając jeden problem, stwarzając wiele nowych. Jeżeli jednak już się uda stworzyć zgrabną apologię, jest to
nieodparty argument. Nieodparty, ponieważ niepodobna zwalczać wymysły. Gdy jednak apologeta zapląta się w swoich wywodach zawsze jest jedno
ostateczne wyjście awaryjne – “nie jest to oficjalna nauka Kościoła” – i często takie wytłumaczenie słyszy się, gdy na jaw wyjdą brednie pewnych
osób duchownych (jak np. księdza Dziewiecki). Dla zgrabnego katolickiego sofizmatu nie stanowi jednak nigdy przeszkody, że nie jest oficjalną nauką
Kościoła, a sprzeczność z innymi naukami jest zwykle przemilczana. Każdy może pisać w kwestiach wiary co chce, byleby nie naruszał dogmatów.

Tak naprawdę niewielu ludzi wierzy w tego samego Boga. Trzeba dysponować wiedzą religijną na wysokim poziomie, aby zdawać sobie sprawę w co się wierzy. Większość katolików, choć nie wykluczam, że sprawa ma się podobnie w innych wyznaniach, czy religiach, wierzy w swojego własnego, wymyślonego Boga. Ludzie mają swoje wyobrażenie na temat Boga w którego wierzą, każdy wyznaje go nieco inaczej, większość relatywizuje etykę, którą daje mu jego religia. Nie tylko religie nie mają wspólnego promienia prawdy, nie tylko monoteizmy wyznają różnych bogów, nie tylko wyznania różnią się od siebie w zasadniczych kwestiach – w każdej najmniejszej parafii co wierny, to inne bóstwo. Nastał chrześcijański freestyle.

Share

Prawdziwa apologia

Bóg jest! Ta teza nie ulega wątpliwości. Skąd wiemy, że jest? Mówi nam o nim Biblia. Biblia jest jedną z najstarszych ksiąg, biorąc pod uwagę Stary Testament, a dziś zyskała tylko na aktualności swojego przekazu. Wszystkie masowe mordy i wojny w nim opisane wręcz wylewają z siebie miłość, którą czuje zapewne każdy kto z czystym sercem czyta tę wspaniałą księgę. Naród izraelski, naród wybrany – dlaczego JHWH wybrał właśnie nich? Czemu zadajemy sobie tak durne pytania, wszak w Biblii wyraźnie jest napisane, że nie jest ona do prywatnego wyjaśnienia. Swój naród wybrany JHWH był łaskaw obficie doświadczać – oczywiście jest to przywilej, być w ten sposób przez boga traktowanym. Gdy JHWH obficie karze swój naród, który sobie upodobał (tak, w królestwie niebieskim najwyraźniej również istnieje pojęcie narodu) świadczy to tylko i wyłącznie o tym, że człowiek nie jest godzien obcować ze swoim bogiem. Z tego właśnie powodu Mojżesz dostał Dziesięć Przykazań – aby teraz każdy wiedział co mu wolno a czego nie. Czy wcześniej ludzie postępowali źle? Oczywiście, że tak, dlatego sprawę trzeba było wyprostować. O ile JHWH stwarzając człowieka obdarzył go np. uczuciem bólu, aby wiedział co nie jest dla niego pożyteczne innych kwestii takich jak popęd seksualny, czy pragnienie mienia innej osoby nie wyregulował w jego duszy do tego stopnia aby człowiek bez przeszkód wypełniał nieświadomie przykazania Pana. Świadczy to jednak jedynie o nieskończonej boskiej miłości do ludzi – JHWH uszanował człowieka do tego stopnia, że dał mu wolną wolę – a, że człowiek może ją stosować, nie powinien ulegać pokusom jakie Bóg wlał w jego ciało – przecież nie po to Bóg dał nam przyjemność ze zbliżeń płciowych, abyśmy z niej korzystali. Ktoś nierozumiejący pisma i nieobyty mógłby zapytać, dlaczego Bóg w Dekalogu nie zganił niewolnictwa. Otóż odpowiedź jest banalnie prosta – czasy były dla nas egzotyczne, ówczesny człowiek nie zrozumiałby zakazu niewolnictwa, także i Bóg musiał dostosować się do mentalności tego koczowniczego narodu. Naród ten jednak nie był taki ograniczony jak ktoś mógłby sobie pomyśleć. Bóg wiedział, że żydzi zrozumieją, że nie wolno zachowywać się źle w stosunku do rodziców, że należy wstrzymać się od prac w szabat, że nie wolno tworzyć boskich wizerunków, że wolny seks jest moralnie naganny, a nowo narodzonym dzieciom należy odcinać część genitaliów – to wszystko było dla żydów oczywiste. Jednak zasada, że każdy człowiek ma prawo do wolności osobistej ? nie do pojęcia. Dlaczego Wszechmogący nie odmienił mentalności żydów? Przecież dał im wolną wolę, nie mógł zatem w to ingerować! Dlaczego jednak serce faraona uczynił twardym i zrzucał plagi na wszystkich w Egipcie, wymordował wiele dzieci zamiast uczynić serce miękkim? Bóg jeden wie! Bóg stosuje najbardziej boskie metody – wszystko co godne Boga. Wszak zamiast uśmiercić wszystkich ludzi – jakież to by było pracochłonne – o wiele prościej kazać jednemu sprawiedliwemu wybudować największy na świecie statek, do którego miałby zmieścić wszystkie zwierzęta, a resztę zalać wodą – widać, tylko Bóg może wpaść na tak wielki wspaniały pomysł. Wszystkie te dzieje zostały spisane, a księgi w ten sposób powstałe są natchnione. Tak, o tym należy pamiętać, że Biblia nie jest księgą objawioną, lecz natchnioną – to Duch Święty sprawował pieczę nad autorami dając nam gwarancję, że zawarli w swoich tekstach wszystko co należy, lecz jednocześnie pozwalając pisać wedle uznania – wszak Biblia to dzieło literackie. Jakiś nieuk mógłby pomyśleć – niematerialny byt musi mieć zakotwiczenie przestrzenne, czytając Księgę Rodzaju mówiącą nam o unoszącym się duchu bożym ponad wodami – nie, nie jest tak. Powinniśmy niepisaną zasadę stosowaną przez Kościół Święty mieć na uwadze – wszystko co jest napisane w Biblii jest najprawdziwszą boską prawdą, jeśli jednak znajdziesz gdzieś fałsz, sprzeczność, niedorzeczność, czy niezgodność z nauką, to dany fragment staje się automatycznie metaforą.

Liczne pisma przewidziały nadejście mesjasza, syna bożego. Około dwóch tysięcy lat temu przyszedł na świat Jezus. Cały przekaz z jego życia został dokładnie spisany i co najcudowniejsze zgadza się z wcześniejszymi proroctwami. Przecież autorzy nie mogli tego po prostu wymyślić na bazie Starego Testamentu! Powstało wiele tekstów gnostyckich, apokryficznych, oraz cztery ewangelie wraz z listami, dziejami apostolskimi i apokalipsą – owe teksty wybrał Kościół Święty jako prawdziwe, a że również ma gwarancję Ducha Świętego – wszystkie teksty wybrane muszą być prawdziwe. Nie ważne, że autorzy nie byli najprawdopodobniej naocznymi świadkami – ich teksty są natchnione. Skąd wiemy, że Duch Święty czuwał nad ustanowieniem Biblii? Przecież doskonale wiemy, że św. Piotr stoi jako fundament Kościoła – zatem Kościół jest bezpośrednim kontynuatorem misji Chrystusa. A o św. Piotrze wiemy z Biblii, że żył naprawdę – zatem podstawą wiary chrześcijańskiej nie jest błędne koło, a raczej “dowód uwikłany” bazujący na objawieniu pierwotnym! Stopniowo JHWH przez Kościół objawia nam nowe fakty – że tak naprawdę mimo, że jest jeden, to jest go trzech, ale nadal jeden – nie jest to złamanie prawa niesprzeczności, a Tajemnica Trójcy Świętej! Nowe fakty Biblijne pojawiły się również w XIX i XX wieku, kiedy okazało się, że tak naprawdę matka zbawiciela została z ciałem wzięta do nieba, oraz, że urodziła się bez grzechu pierworodnego.

Z tym grzechem pierworodnym sprawa jest też prosta, jeśli jesteś człowiekiem o mocnej wierze. Jak wiadomo pierwszymi ludźmi byli Adam i Ewa, którzy zostali wygnani z raju, ponieważ złamali zakaz Boga, posłuchali szatana i zjedli jabłko z zakazanego drzewa poznania. Bóg doskonale wiedział, że tak właśnie nastąpi, wszak jest wszechwiedzący, zna przyszłe losy całego świata. Nie możemy jednak winić Pana za naszą wolną wolę z której pochodzi całe zło. Dobry ojciec z pewnością wpuściłby złoczyńcę do swego domu, aby kolaborował z jego dziećmi – wszak jest to wyraz największego szacunku do swych dzieci. Grzech pierworodny jest więc zatem grzechem pochodzącym od pierwszych rodziców, który świadczy o nieposłuszeństwie wobec Boga. Jednak w myśl niepisanej zasady odczytywania Pisma jaką podałem wcześniej, historia Adama i Ewy wraz z rozwinięciem biologii i antropologii stała się symboliczna i tak właśnie naucza nas nieomylny Kościół. Błąd Adama naprawił jednak Jezus w swej męczeńskiej śmierci na krzyżu – umarł za grzechy wszystkich, którzy kiedykolwiek żyją. Bóg tak uszanował ludzi, że zesłał na ziemię swojego syna, który jest w pewnym sensie nim samym, skazał i ukrzyżował – złożył siebie sam sobie w ofierze za grzechy ludzkości, niwelując błąd pierwszych rodziców. Nieistotne, że był symboliczny! Ktoś mógłby pomyśleć również – skoro Jezus odkupił nasze grzechy, to kara za nie wszystkie nie powinna obowiązywać – jednak obowiązuje – to jest właśnie tajemnica męki pańskiej! Za co więc zginął Jezus? Nie wiesz? Więc odejdź jak najszybciej od monitora i błagaj na kolanach Boga o przebaczenie za to, że obrażasz go swoją niewiarą!

Będąc już pewien, że jeśli to czytasz jesteś osobą o głębokiej wierze, wytłumaczę kolejny problem – kataklizmy, choroby, wypadki. Bóg do tego dopuszcza, bo kocha nieskończenie nas wszystkich, mnie i Ciebie. Bóg stworzył najlepszy świat z możliwych, a za wszelkie zło jesteśmy winni my sami. Doświadcza nas, pozwala nam cierpieć, zgadza się na wszelką niesprawiedliwość, bo tak właśnie nas kocha i szanuje. Wyobraź sobie jak wielki wylew miłości bożej czują ludzie, którzy tracili bliskich w trzęsieniu ziemi, tudzież innej klęsce. Bóg, aby nieliczni się opamiętali pozbawia życia wielu niewinnych – wszak dobry pasterz cieszy się bardziej z jednej odnalezionej owieczki niż ze stu, które już posiada. Powinniśmy się zatem modlić o przebaczenie, modlitwa jest najlepszym sposobem rozmowy z Bogiem. Jest zarazem kolejnym cudem ? rozmowa występująca w formie monologu. Bóg niezmiernie lubi wysłuchiwać wiele razy tych samych ustanowionych formułek, tego właśnie od nas wymaga. Powinniśmy zatem powtarzać modlitwy jak najczęściej by zadowolić naszego Pana. Bóg wie czego nam trzeba, jednak w tej wszechwiedzy musimy mu stale przypominać o naszych potrzebach ? jest to pokazanie Stwórcy, że naprawdę tego chcemy. Jeśli nawet nie spełni naszej prośby, pokieruje ciągiem przyczynowo skutkowym tak, aby wyjaśnić nam, że wcale tego nie potrzebujemy. Każde wyzdrowienie, którego nie przewiduje medycyna pochodzi również od Pana. I w drugą stronę ? jak ktoś zachorował na raka, nie prawda, że Boga wtedy przy nim nie było, Bóg był, czuwał.

Kolejną rzeczą wartą bliższego wyjaśnienia jest sprawa obrzezania i innych czysto hebrajskich obrzędów. Otóż św. Paweł pisał, że chrześcijan prawo żydowskie już nie obowiązuje, zatem nie muszą się do niego stosować. Oczywiście kryje to założenie, że nie dotyczy to dekalogu, w formie jednak jaką uzna Kościół pod natchnieniem Ducha Świętego, z możliwością wycięcia i unowocześnienia niektórych przykazań.

Należy jeszcze wyjaśnić sprawę piekła, choć jestem przekonany, że każdy doskonale zdaje sobie już sprawę, że jest ono niezbędnym narzędziem demonstrującym sprawiedliwość Boga. Nieskończona kara za skończone przewinienia nie jest zabawą despoty (Panie wybacz bluźnierstwo), a jedynie wyrazem powagi z jaką traktuje nas nasz stwórca. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze – i nie kłóci się tutaj oczywiście sprawiedliwość z miłosierdziem. Mimo iż miłosierdzie zakłada zaniechanie kary tam gdzie powinna być wymierzona, doskonale współgra to ze sprawiedliwą karą. Jak? Tajemnica boża.

Skąd jednak na świecie tyle pogan? Otóż era objawień się już skończyła, Bóg jest wszechmogący i doskonale wie jak ukrywać swą obecność. Skonstruował świat w taki sposób, aby wszędzie gdzie nie spojrzeć nie dostrzegać jego mocy – zatem szanując naszą wolną wolę każdemu pozwala swobodnie w siebie nie wierzyć. Dlaczego wiara, a nie wiedza? JHWH nie chce niewolników, nie chce ludzi wiedzących o jego istnieniu, chce wiary – wypływa to z wielkiego szacunku do ludzi. Bóg lubi się ukrywać, lubi domysły, podoba mu się to, że wiele osób błędnie wierzy w inne religie – św. Augustyn nam to wytłumaczył – wiara jest łaską od Boga. Tertulian z kolei pisał, że rozum może przeszkadzać nam w poznaniu Boga. Rzeczywiście, przecież Bóg jest ponad światem, ponad logiką. Nie chce aby ludzi mieli pewność co do jego istnienia, woli wiarę, wiara jest cnotą, o święta naiwności! Z jakiego drzewa Ewa skuszona przez szatana zerwała jabłko? Z drzewa poznania oczywiście. Chrońcie się zatem przed poznaniem, poskromcie ciekawość, poskromcie chęć życia, oddajcie się Panu, bo jak niniejszym tekstem udowodniłem – BÓG JEST WIELKI!

Share